Zabawka i jej stracona wartość
Czy dziecko nie pomyślałoby: „To dość osobliwe”?

I tak, były kiedyś takie czasy, kiedy człowiek za tę samą cenę mógł kupić wolność albo niewolę, a tą ceną był wolny wybór ducha i poświęcenie się w wyborze.

I wtedy wybrał niewolę; ale gdyby teraz przyszedł do Boga i chciał zapytać, czy nie mógłby jej zamienić, to odpowiedź zapewne brzmiałaby: ”Niezaprzeczalnie kiedyś tak było, że z dwojga mogłeś kupić to, czego pragnąłeś, ale z niewolą jest tak dziwnie, że jeśli się ją kupiło, nie posiada już ona żadnej wartości, bez względu na to, że zapłacono za nią równie drogo”. Czy wówczas taki człowiek nie powiedziałby: „to dość osobliwe”?


Gdyby rzecz miała się inaczej – gdyby chwila nie miała mieć rozstrzygającego znaczenia, wtedy dziecko w istocie musiałoby kupić książkę i nie zdając sobie z tego sprawy, zagubiłoby się w tym całym nieporozumieniu sądząc, że kupiło zabawkę; podobnie jeniec w istocie musiałby zapewne walczyć po drugiej stronie, ale we mgle by go nie dostrzeżono, co oznaczałoby, że właściwie trzymał stronę tego, którego, jak sobie tylko wyobrażał, był jeńcem. „Człowiek niesprawiedliwy i rozwiązły, jeden i drugi mógł pierwotnie nie stać się takim człowiekiem i dlatego każdy z nich jest tym, czym jest… podobnie jak ktoś, kto rzucał kamieniem, nie może już go wycofać, chociaż leżało w jego mocy rzucić kamieniem lub nie (Arystoteles, Etyka nikomachejska). W przeciwnym razie rzucanie stałoby się iluzją, a rzucającemu kamień pozostałby w ręku, pomimo całego jego rzucania, ponieważ nie leciałby, na podobieństwo „lecącej strzały” sceptyków."
  • Autor notki: Marat Dakunin
  • 02 sierpnia 2016, 15:51:40
  • Podoba mi się!
  • Komentarze: 2

Podoba się (0)

Komentarze (2)

  • A to wybitny tekst który powstał:

    Powiedzmy, że dziecko jest dziewczynką i ma na imię Sophia. Stoję za Sophią w kolejce i przysłuchuję się jak zwraca się do księgarza z prośbą o wymianę zakupionej zabawki. Pragnie zamienić ją na książkę, którą zauważyła na tym wysokim regale i którą teraz wskazuje księgarzowi palcem. Powiedzmy, że jest to książka, którą kiedyś sam napisałem. W poprzednim wcieleniu napisałem ją dzieciom. Księgarz nie zgadza się na wymianę. Mówi surowo do Sophii: „Drogie dziecko, twoja zabawka nie ma żadnej wartości; to prawda, że wtedy, kiedy posiadałaś jeszcze pieniądze, mogłaś równie dobrze kupić książkę, jak zabawkę; ale zabawka posiada swoistą właściwość: raz zakupiona traci wszelką wartość”. Sophia w ciszy spoglądała na grubego księgarza, który górował nad nią jak gadający hipopotam. Po chwili spuściła głowę. Zrobiła kilka kroków do wyjścia. Upuściła zabawkę na środku pomieszczenia i wybiegła. Spytałem księgarza: "Dlaczego Pan jej odmówił?". Księgarz odparł: "Niech uczy się konsekwencji". Pomyślałem: "Skąd ten człowiek wie czego dziewczynka w jej wieku powinna się uczyć? A może powinna więcej czytać? Może dopiero co zrozumiała, że ma już zbyt wiele zabawek?". Płacąc, spojrzałem w wyłupiaste oczy starego księgarza, który odliczał resztę. Nie odpowiedział na moje spojrzenie. Zapłaciłem i gdy już do kieszeni chowałem portfel, rozległ się huk w rogu sali. Wysoki, trzymetrowy regał na którym leżały setki książek, odczepił się od ściany i runął z całą zawartością tysięcy stron papieru. Jak ścięte drzewo runął na środek księgarni, przygniatając psa księgarza. Powiedzmy, że pies wabił się Księgarz i był jamnikiem. Księgarz wybiegł zza kasy, wrzeszcząc: "Księgarz, Księgarz, piesku mój". Ludzie podbiegli do regału, próbując podnieść regał. Wśród wielu książek, zauważyłem tę, którą wcześniej przy kasie wskazała Sophia. Rozejrzałem się. Wszyscy jak poparzeni latali wokół wywróconego mebla. Podniosłem książkę z podłogi i skierowałem się do kasy. Położyłem banknot i wyszedłem niezauważony. Na zewnątrz słońce raziło w oczy. Założyłem okulary. Spojrzałem na okładkę książki i uśmiechnąłem się do siebie. Po paru krokach zauważyłem dziewczynkę przy białym pomoście. Podszedłem do niej. To była Sophia. Spytałem jak jej na imię. Odpowiedziała: "Jestem Sophia". Powiedziałem, że mam coś dla niej i wtedy wyjąłem książkę, którą trzymałem pod ramieniem. Sophia otworzyła szeroko usta i spojrzała na mnie z niedowierzaniem. Uśmiechnęła się szeroko. Zauważyłem, że jeszcze nie ma wszystkich stałych zębów. Wybuchnęliśmy śmiechem. Mewy nad nami znosił wiatr. Po chwili spojrzała na swój wskazujący palec i spytała czy nic się nie stało Księgarzowi. Odpowiedziałem: "Chodźmy sprawdzić". Weszliśmy do księgarni. Podniosłem zabawkę i odłożyłem ją na półkę. Księgarz płakał ze wzruszenia. Pies mu mordę lizał.

  • Autor to http://dacek-jehnel.liternet.pl/

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się