0005-1752-p_bozia_okladka1_b_sml_120

Bajka o Pani Bozi

Autor:  Marat Dakunin
Gatunek: Proza
Wydawca: NDI/Marat Dakunin
Data wydania: 2012
Data dodania:  20 lutego 2012, 16:31:41
ISBN: 978-83-272-3541-1

Krótki opis:

Nietypowa bajka ucząca wrażliwości humanistycznej, filozofii, otwartego myślenia religijnego, a nawet fizycznych teorii powstania świata (kosmogonii). Zadaje pytania o naturę Boga i stworzenia, kształt Wszechświata i problem obecności w nim zła. Dla dzieci i dorosłych. Bajka zbierała świetne recenzje czytelnicze. UWAGA FORMALNA: Bajka dostępna m.in. w virutalo.pl. ebook.pl, inbook.pl, a za kilka dni także w empik.pl i gandalf. Całość dochodu przypadającego autorowi (połowa ceny ebooka) zostanie przekazana na Stowarzyszenie Ochrony Zwierząt "Schronisko Kundelek"

Fragment:

fragment

Pani Bozia się obudziła.

Przez chwilę leżała w bezruchu, ale później delikatnie się podniosła, poczuła taką nieskończoną rześkość, że zerwała się na równe nogi i obracając się potoczyła dookoła oczyma bez źrenic. Spódnica Pani Bozi zafalowała kosząc otaczający ją niebyt i rozsiewając dookoła miliony strun naciętej pustki, z których na spódnicę, gorset, a nawet twarz Pani Bozi trysnęła z przeciętej poszewki nicości krew. Krople krwi osiadły w jej pustych źrenicach i Pani Bozia przejrzała. Zobaczyła pustkę pod swoimi stopami, pustkę, która oblewała jej spódnicę, pustkę otaczającą jej kibić, wszystko co mogło odbić się w jej krwawych oczach, gdy się schyliła lub rozejrzała. Poprawiła spódnicę, która zafalowała posyłając blaski w przecięte struny, przeczesała się gubiąc gwiazdy spomiędzy jasnych loków. Trwało to długo, bardzo długo, a może krótko, bardzo krótko.. byłoby nieelegancko dopytywać się o to dokładniej, co najmniej tak jak przyśpieszać kobietę w czasie rannej toalety…

W końcu Pani Bozia ziewnęła a gwiezdny puch poszybował na mlecznym oddechu niesiony kosmicznym wiatrem, który wydobył się z jej ust.

I szybował, szybował. Ciągle jeszcze drobinki świata mkną niesione tym oddechem, dalej, dalej i dalej, pomniejszając pustki i powiększając mleczną przestrzeń. Pani Bozia widziała wszystko, co dzieje się wokół, gdyż jej oczy zaschły rozlaną krwią i odbijały zrodzone z przeciętej pustki światy aż po same krańce. Tak jednak jak my nie możemy sami zobaczyć swojej twarzy, tak Pani Bozia nie mogła zobaczyć swojej. Przez chwilę wydawało się nawet, że w ogóle jej nie ma, albo że jeszcze śpi, odpoczywa bez snów i marzeń. Pani Bozia zapragnęła więc się przeglądnąć, żeby zobaczyć swoją twarz. Nie pytajcie dzieci o to pragnienie, byłoby to równie a może bardziej nieeleganckie jak pytanie o Początek i wiek. Przecież nawet wy, dzieci, wiecie, że każda pani prędzej czy później zapragnie się przeglądnąć. Pani Bozia oddarła więc najbliższy kawałek tego, co pozostało jeszcze pustką
 (a drąc pustkę przecież niczego się nie niszczy) i rozmazała po nim resztkę niezakrzepniętej krwi. Podniosła to prowizoryczne lustereczko na wysokość swych oczu, ale nic nie zobaczyła. Czy Pani Bozia była rozczarowana, czy była zła, czy zrobiło się jej bardzo smutno?

Komentarze (10)

  • krytyka, czeka na krytyka :->

  • Przeczytam pierwszy raz:).

  • Słusznie!


  • A oto i moja krótka, obiecana wcześniej, recenzja Pana książki.
    Miłego czytania.
    Na moim profilu zamieszczę wkrótce opis mąk twórczych, jakie przeżyłam w trakcie pisania tej recenzji. Pozdrawiam:)


    Łono oczodołu czyli dlaczego bajarze czasem bajdurzą.

    Marat Dakunin wcale nie napisał żadnej bajki dla dzieci i dorosłych. Marat Dakunin napisał bajkę dla siebie. Zrobił to po to, żeby utrwalić najważniejsze, być może, wydarzenie ze swojego życia. Dodatkowo, namalował do kompletu dwa obrazki. Może teraz dzieło życia postawić sobie na półce.

    W swojej książeczce Dakunin pokazuje nam, czytelnikom, jak niewielki kaprys może spowodować powstanie świata, jak ziewnięcie, czy poruszenie delikatną, drobną dłonią potrafi wciągnąć w ten świat pełnokrwistego gościa, a później uwięzić w dybach i kazać się do siebie modlić. Mów mi Pani Boziu... Jeżeli nawet świat już był, to, jak pisze Autor – nie było wcześniej światła, które pomogłoby wydobyć dla oczu jego piękno. I ciemności nie było. I zamków, królów, księżniczek, nawet głupich ludzi, co idąc i patrząc w niebo , potykaliby się o kamień. Bo nie było i nieba, i kamienia, tylko pustak. O, przepraszam - pustka.

    A co się stało, że nagle pojawiła się błękitna planet, cała w otaczających ją energiach, fluidach i blaskach *, co się stało, że pojawił się miękki niewinny stworek, żółty puch na żywotnych korzonkach z rudych, tysiąckrotnie powiększonych włosów, niosący na głowie kokon pełen niespodzianek*? Jak to co! Marat Dakunin zachwycił się rąbkiem halki, fałdką spódniczki, ziewnięciem, roztargnieniem, oczyma, w których to właśnie narodził mu się nagle cały świat.

    Kto chce poznać siłę miłości, która pozwala samemu sobie stworzyć swojego stwórcę, niech zajrzy do tej książki. I niech wybaczy Autorowi drobne potknięcia, jak np. brak ogonka w jakimś tam głupim „ę”.



    Tutaj piszę o okładce. Jasna z przodu, ciemna z tyłu. Można stawiać na półce raz tak, raz siak, w zależności od nastroju. Praktyczna.


    (Zdanie dodane w ostatniej chwili:
    Wg. mnie książki pisane dla siebie są najlepsze, bo czy chcielibyśmy dawać sobie coś, z czego sami nie bylibyśmy zadowoleni? )

  • Errata:

    - zamiast "błękitna planet", powinno być "błękitna planeta", chociaż, gdyby pozostawić "planet" i czytać to słowo z akcentem położonym na drugą sylabę, byłoby seksowniej, aczkolwiek też, nieco pretensjonalnie;

    - przed słowami "Tutaj piszę o okładce" ( końcówka tekstu, przed zdaniem dodanym w nawiasie, powinna być gwiazdka, taka: *)

    przepraszam za niedociągnięcia:)
    M.S.

  • :-> Dziękuję za wnikliwe recenzje :-)

  • a może jakieś kalumnie?

  • Raz wystarczy

  • Raz wystarczy

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się