Alfa Omega czyli Krótki film o wszystkim

Autor: Marat Dakunin, Gatunek: Scenariusz, Dodano: 17 listopada 2010, 17:09:47, Tagi:  film Alfa Omega bóg czas miłość śmierć marzenie polityka prawnicy religia bliźniacy magia przemijanie krótki film o wszystkim

 

Tym razem nie proponuję konkursu na interpretację, lecz, zapraszając do takowych i z radością przyjmując wszelkie wypowiedzi, szczególnie nakłaniam do znalezienia w przedstawionym filmie rzeczy, które najbardziej Was, jako widzów, irytują, co uważacie za nieudane, zbędne, głupawe. Jak w życiu..ono też bywa i sztuczne i - niekiedy - symboliczne. Ale i symbole wiodą na manowce.

 

Odwrotnie niż w przypadku filmu „Tatuaż” – pamiętam dokładnie o czym miał być ten film, miałem i mam kilka stron założeń, legendy itp. Film jest mocno symboliczny, lecz oczywiście bronić powinien (albo i nie) się sam, bez dopowiedzeń.

 

Świat. Ludzie. Życie. Słowa przemyślane jak premedytowana zbrodnia i te nierozważne, wycedzone i niedosłyszane, dialogi od serca i te kiepskie
i sztuczne. Politycy kłamią, firmy kombinują, ludzie się gubią, plan Boży ciężko pojąć. Czas stwarza i zabija. Marzenia upadają albo realizują się
i – znikają.  Kwitną i umierają namiętności..

 

Tęsknimy do niezmienności, zachowania tego co jest (trwaj chwilo), obawiamy się zmiany, równocześnie jednak odrzucamy zamarcie w skostnieniu, zatrzymaniu, zanik automatyzmów (namiętności), powtarzalność, martwy rytuał, wegetację, nudę.


Idea musi stawić czoła rzeczywistości, gdy świat realny zatrzymuje się, marzenie (urojenie) materializuje się siłą samego marzenia. Gdy czas staje, idea trwa wiecznie.


A jednak ruch - to życie. Bezruch - to śmierć. Jeśli marzenie może mieć moc sprawczą, musi towarzyszyć mu wybór. Wiara, że stanie się coś, czego nie znamy i nie ogarniamy, może sprawić, że zaufamy niewiadomej.

 

W życiu, jak mi się wydaje, mniej jest potrzebna wiara w dogmaty lecz ciągłe zawierzenie, często na przekór umysłowi i doświadczeniu, w siłę codziennych wyborów, które pozwalają marzeniu odradzać się ciągle na nowo. Potrzebna jest ufność w moc kształtowania świata i rozwoju duszy, wprowadzania praktycznym rozumem parareligijnych form, tak, że w końcu stwarzamy Boga - nasze podstawowe marzenie o wiecznej miłości.

 

 

 

 

uwaga: 40 min.

 

FILM (KLIK)

Komentarze (86)

    • Emu Emo
    • 17 listopada 2010, 18:02:36

    zaczęłam oglądać i postanowiłam pisać o tym, co mnie na bieżąco drażni, lub, co mi się podoba.

    pierwsza scena - jestem w pociągu i słucham uczonej rozmowy dwóch osobników płci męskiej ( a propos - ten z kitką, to ty Maracie? tak sobie ciebie wyobrażam, ale mniejsza z tym:)), obaj panowie palą paierosy, co każe mi domeniemywać, że akcja toczy się przed 2010, w którym wprowadzono zakaz, a właściwie sprawa związana z przeciwdziałaniem skutkom palenia ma się od dawna, i o ile dobrze pamiętam palić w pociągach nie wolno, także w korytarzach. są, były, wyznaczone do tego celu specjalne przedziały, więc akcja z paleniem w korytarzu pociągu mogła się dziać w jakimś 1998? ale mniejsza z tym...

    dwa: drażni mnie jeden z bohaterów, to znaczy drażni mnie sposób w jaki dosłownie "zjada" dym z papierosa, międli i połyka, jakby jadł kebaba.

    trzecia rzecz - wydaje mi się, że dialog w tym korytarzu, jak oni już wędrują do przedziału, otóż ten dialog wydaje mi się nienaturalnie poważny, w sensie, że oni idą jeden za drugim, w pociągu wiadomo - jest hałas - więc powinni się przekrzykiwać albo zamilknąć do momentu powrotu do przedziału. i tu, w przedziale, to otwarte okno - w pociągu, przy otwartym oknie nie da się prowadzić rozmowy, normalnej, stonowanej.

    czwarta: zbliżenie na zegarek niepotrzebnie tak długie, poza tym, czy nie istnieje technika filmowania wyostrzająca obiekt, w tym wypadku zegarek marki Omega ( w tytule są symbole, więc widz się ich spodziewa chociażby na tym zegarku, stąd ta sekwencja niepotrzebnie jest tak długa), natomiast rozmazujących niejako tło - w tym wypadku owłosiona ręka?

    • Emu Emo
    • 17 listopada 2010, 18:05:18

    / przepraszam za małostkowość, ale w przypadku wielu innych filmów mam podobne wątpliwości, jednak nie mam szans na ich zadanie. dałeś mi Maracie tę możliwość, więc skwapliwie korzystam:)/

  • Jasne, dźwięk ogólnie leży, także przez specyficzny zabieg dialogowy, o którym jeszcze wspomnę później.
    Co do palenia - mieliśmy bumagi z dyrekcji pkp, więc no problem.
    Co do aktora - Marat - to Marat i nie Marat - skomplikowana sprawa :)
    W każdym razie Marat wygląda raz tak..a raz inaczej.

    • Emu Emo
    • 17 listopada 2010, 18:16:07

    II. Kierownik

    czy on je gruszkę? obrana gruszka na widelcu? nie rozumiem tego symbolu...

    • Emu Emo
    • 17 listopada 2010, 18:16:51

    bo Marat ma brata bliźniaka?

  • Także, ale także dlatego, że Marat często się przebiera, raz chudnie, raz tyje, itd. :-)
    Co do Kierownika - je kompulsywnie i celowo b. długo - Mango (to musiało być mango)

    • Szel _
    • 17 listopada 2010, 18:23:18

    marat to marat

    • Emu Emo
    • 17 listopada 2010, 18:26:11

    on je tę gruszkę (a może owoc mango?) strasznie długo! ja już zaczynam myśleć, czy mu nakapało na spodnie ( ten sok, taki słodki przecież) albo pomiędzy palce już mu się dostaje i zaraz mu je poskleja! ała!

    • . .
    • 17 listopada 2010, 18:26:43

    Oj, czuję, że będzie ciężka noc...

    • Emu Emo
    • 17 listopada 2010, 18:29:32

    więc ten sok skapaujący z owocu na jego dłonie, prześlizgije się pomiędzy jego palcami jak miłość ( to z ekranu, bohater jest w kinie)?

    • Emu Emo
    • 17 listopada 2010, 18:32:30

    scena w barze jest świetna! barmanka też:) zasadniczo:)

    • Emu Emo
    • 17 listopada 2010, 18:36:10

    facet w barze gra jak Cybuklski! ciekawie patrzy w kamerę. czuję się jakby do mnie mówił, patrząc mi w oczy, choć dialogi mocno wydumane, ale i Cybulski był taki podobnie nawiedzony - zakręcony/zmanierowany - pozytywnie:)

    • Nata Re
    • 17 listopada 2010, 18:40:27

    co do mango - nie mogłam wyzbyć się skojarzeń, że on je ziemniaka, takiego surowego, cały ta scena wywoływała we mnie obrzydzenie... co do krytyki - nie rozumiem w jakim celu został podstawiony głos kobiecy w jednej ze scen? nie widzę sensu... Marat dawaj argumentację, przyznam że mam pewną teorię trochę naciąganą.

    • Szel _
    • 17 listopada 2010, 19:44:57

    uroilam sobie ciebie...

    • . .
    • 17 listopada 2010, 20:05:36

    Maracie,
    dzisiaj - 17 listopada - są według obliczeń Klemensa z Aleksandrii urodziny Jezusa Chrystusa (3 p.n.e). Na uroczystościach pogrzebowych (dzisiaj m.in. H.M.Góreckiego) czytanie z "Apokalipsy" Janowej; a w niej przecież Alfa i Omega.
    :)

  • Alfa ma brata bliźniaka Omegę, noszą też odpowiednie zegarki. Alfa gada, Omega nie, głupi pomysł miałem, żeby jak się oddzywa Alfa do kogoś, to zawsze rozmawiał głosem tej osoby, z którą rozmawia (wprowadza to niestety dodatkowe zamieszanie do i tak kiepskiego dźwięku a zysk żaden - zresztą ponoć mało kto to słyszy).

    Mary Lou:
    - tak, długo je, oj je i je

    Alx:
    - Why?

    Mary:
    - "prześlizgije się pomiędzy jego palcami jak miłość"
    Bez przesady :))
    - ja akurat nie lubię tej sceny w barze i tych dialogów

  • szel___:

    :-)

  • Nata re: Słucham Twojej teorii :)

  • Gniewomirze: Ależ odniesienia. No tak, ja jestem Początkiem i Końcem (i jeszcze Logos). Oskarżam (prokurator) i bronię (adwokat). Miłuję, lecz jestem sprawiedliwy.
    Daty bardzo to sporne nadal, a obliczać można różnie - nie słyszałem, dzięki.

    Napisane jest też "Kto rozumie ten oblicza"

    • . .
    • 17 listopada 2010, 21:18:13

    Marat, 'cause I'm tired, but m'gonna watch the stuff.

  • "zbliżenie na zegarek niepotrzebnie tak długie, poza tym, czy nie istnieje technika filmowania wyostrzająca obiekt, w tym wypadku zegarek marki Omega"

    - akurat w przedziale jest zegarek "Alfa", prawda? Omega jest na samym początku (owłosiona ręka - ale każda by wyglądała na owłosioną z takim światłem i zbliżeniem, kamera działa tu trochę jak mikroskop w detalach)
    Czas wydaje mi się odpowiedni, żeby zobaczyć - jest najazdem zrobiony, żeby uniknąć efekty przetrzymania. Można wyostrzać, ale chyba wyszłoby to nienaturalnie.

  • Alx: I'm tired too, but I appreciate sacrifice (nomen omen) :-)

    • . .
    • 17 listopada 2010, 21:45:14

    Devotion?

    • Emu Emo
    • 17 listopada 2010, 22:53:24

    dlaczego nie lubisz Maracie sceny w barze? na niej zakończyłam oglądanie filmu. nie mam dziś więcej czasu na skupienie, resztę dokończę przy najbliższej okazji, wróciłam na chwilę by dopytać.

    • Nata Re
    • 17 listopada 2010, 22:56:08

    NIE. jak Alfa i Omega to ja w tym układzie jestem OMEGA rozwiń:)

  • Nata re: Chodzi Ci o moją interpretację czy interpretację ad hoc? NIE rozwinę na razie.

    • Nata Re
    • 17 listopada 2010, 22:58:36

    a co z "kobiecym podstawionym głosem"? odpowiedz

    • Nata Re
    • 17 listopada 2010, 22:59:01

    więc ja też

  • A bo oceniam ją teraz (w montażu jeszcze nie) jako zbyt drętwą a dialogi zbyt jednak sztuczne. Dzięki za skupione oglądanie. W zasadzie filmy najlepiej się ogląda na ciemnej sali, ale w przypadku tego filmu słyszałem wiele głosów, że raz to za mało (nie w sensie, że dobry, ale że niezrozumiały),więc takie stopowanie też może mieć plusy..

    • Nata Re
    • 17 listopada 2010, 22:59:59

    może źle zrozumiałam początkowe zasady... sorki w takim układzie

  • Nata re: No napisałem wyżej - Alfa rozmawia zawsze głosem tej osoby z którą gada..można to różnie odbierać :)

  • Jakie początkowe zasady? No piszesz, że nie rozwiniesz. A ja piszę, że też nie rozwinę. Nie chcę narzucać nikomu żadnych interpretacji, mogę wyjaśnić za jakiś czas moje zamierzenia

  • Ale jeszcze gorsza jest scena w sklepie, z sześcianem

  • generacja KLIK

  • Bo nie ma jeszcze tutaj generacji "EMBED"

  • Maracie , ta scena z sześcianem (magiczne pudełko-?)wnoszonym na zaplecze jest jednak kluczem.

  • Świetny tytuł, ale w tym zapisie z liter, świetny projektor Jezusa Chrystusa, fajne to na drzwiach ("przyjmuję we wtorki nieparzyste"! w sumie to błąd stylistyczny...), poza tym lubię stare filmy, w których piwo butelkowe było jeszcze za piątkę! Ale reszta... ciekawe skąd taka u ciebie admiracja dla ciemnych teł (teł? tłów? cieł? to od tła jakby co), których ja np. nie lubię (chociaż np. w taki filmie jak "Katakumby" jest taka ciemność, która mnie zachwyciła, prawie cały film oparty tam był na ciemności katakumb i na tej całej grze latarką), ale u ciebie ta ciemność jest inna, łagodna, spokojna, usypiająca, bo wspiera się na dłużyznach i statycznej, zbyt często nieruchomej kamerze. A te świeczki, to światło odciemniające tylko część obrazu, podczas gdy reszta tonie w mroku to mi się kojarzy z Caravaggio. Kiedyś była tu mowa o filmach Tier`a. Oglądałeś jego "Medeę"? Przyjrzyj się, jak on wykorzystał malarstwo! (np. w tym obrazie, gdy nad głową Medei pokazane jest takie niebo jak z płótna wielkiego mistrza renesansu! cudeńko!) Jeszcze to wszystko jest u ciebie słabe, ale cieszy że masz tam już jakieś swoje charakterystyczne "psychozy" (właśnie to ciemne tło, a może i widok rąk, co?). I kiedyś może to zaowocuje, czego życzę :)

  • Zresztą styl filmu "Katakumby" oparty został, zainspirowany mocno na horrorze o tej Wiedźmie Blair. Tak, tam też jest ciemność, i latarki, a w tej ciemności te różne odgłosy, ciszy, oddychania, tej ściółki leśnej żyjącej nocną zgrozą, no w ogóle doskonały film!

  • ło jezu, rzeczywiscie strasznie skomplikowany ten film i niezrozumiały w swojej złożoności dla mnie - a przy tym jakoś nie mobilizuje mnie do zagłębiania się. więc opiszę swoje wrażenia "na plus", bo może to będzie miało dla Ciebie jakąś wartość.

    fajna w pociągu jest niezwykłość rozmowy tych dwóch panów ukryta pod pozorem gadki-szmatki. pierwsze wrażenie: dobrze się znają, są przyjaciółmi we wspólnej drodze, a może nawet jeden z nich jest mistrzem (opowieść o mocy?), co w późniejszych kwestiach jest zanegowane ich pytaniami o zawód itd.
    szkoda, że jest tam tyle "przeszkadzajek", nie mówiąc o dźwięku, jak wędrówka po korytarzu czy zauważony przez Lou sposób palenia (wolałbym próbę neutralizacji wszystkich szczegółów - wtedy też ekspozycja zegarka mogłaby odbyć się w inny sposób - mniej nachalny - takie moje luźne przypuszczenia).
    aż prosi się o scenę, gdy ten "drugi" zostaje w przedziale sam z sześcianem i... nie wiem co, ale brakuje mi czegoś, jakiejś pointy tej sceny podkreślającej niezwykłość "kucyka" ;)

    nie podobają mi się kaczyńscy - scena na siłę pod ten plakat dodana razi "znaczeniem, którego nie potrzebuję zgłębiać". lepiej funkcjonują później plakaty w "kinie" (choć kiepsko ta scenografia kino udaje) i tekst na menu baru, jako element niezbędnej, bo definiującej "miejsce" scenografii.

    rzeczywiście, podstawienie głosu dosyć niefortunne.

    podoba mi się bardzo scena rozłożenia sześcianu, bo (mimo, że cały czas nie łykam i nie chcę łykać "myśli symbolicznej") widzę wagę tej sytuacji, stosunek kobiety, "paczuszka" przyniesiona przez "kuriera" osiąga płenię sacrum (oczywiście mogłoby to być jeszcze mocniej poprowadzone, wyreżyserowane - mi się zamarzyła muzyka z "odysei kosmicznej" ;), a i wnętrze tego sześcianu inne niż zewnętrze to niewykorzystany materiał dla tej sceny).

    scena w biurze mnie nie interesuje zupełnie poza dwiema pięknymi szczegółami:
    1. ujęcie na drzwi, gdy "kucyk" wychodzi z tym lasem i śpiewem ptaków - super, jaka jakość! plastyczna i siła jest w tym obrazie.
    2. "przynieś mi listę wildsteina i mango" - to dodane mango mnie rozwaliło, jako genialny, abstrakcyjny żart (tak, śmieszą mnie takie rzeczy, nawet bardzo), ale zrobiło mi się głupio, gdy dotarło do mnie, że scena wcale się nie skończyła - trwa nadal, a mango okazuje się "jakieś ważne".

    scena w barze jako pierwsza "wyluzowana" i ten dialog (znów: nie znają się, a rozmawiają jakby byli znajomi, parą - fajne jest to rozedrganie) jest dobrej jakości mimo, że rozproszyło mnie podawanie butelki z półki, gdzie pokazuje się wszystkie marki dostępnego piwa, a nie gdzieś spod lady, szafki/lodówki - niby szczegół, a rozwala moje skupienie.
    scena odprowadzania jakby z zupełnie innej bajki - burzy to, co wybudowałeś w barze, jest kaleka, koślawa i nie chodzi mi tu o te obrazy w ciemności, ale o dialog w bramie... tekst o robieniu tego od tyłu to dla mnie za dużo.

    wątek barmanki zainteresował mnie przez chwilę (głównie przez skojarzenie z "milczeniem lorny"), ale nie podtrzymał mojej uwagi poza tymi wstawkami z kolesiem grającym na instrumentach - uderzył mnie kontrast, ale czysto formalnie, co nie znaczy, że źle, ale znaczy, że chciałbym więcej/głębiej (możliwe, że ja mam jakąś blokadę). później, najprawdopodobniej przez to, że nie łapię motywu ciąży, nic mnie już nie rusza. aż do finału.

    świetny tekst: "niewiadome to moja jedyna nadzieja", ale nie kumam tej mitologii ubezpieczenia, która gdzieś tam tworzy się przez cały film - więc właściwie biorę to jako suchy "cytat" podbity tym, co robisz w tej scenie zatrzymanym obrazem - super jako efekt.

    wyszło nie tylko pozytywnie - ponarzekałem również.

  • Jarosław: dlaczego uważasz ją za kluczową?

  • Roman:
    ""przyjmuję we wtorki nieparzyste" - tam chyba jednak troszkę inaczej jest..no i tylko 15 min przyjęć.
    Ciemności i stabilne w miarę geometryczne karty były oczywiście założeniem. W sumie tak mi pasowało do obrazowania. Mogę to rozwinąć później, czemu.
    W zasadzie kamerami wideo trudno się filmuje takie światło, to też technicznie chciałem pokazać, że można (choć szumy nam weszły niestety w kilku miejscach), raz przypadkiem się przestawiło podbicie na kamerze (Sony FX-1). Co do Medei to tak, ale zasnąłem, niestety..
    Co do filmu - thx. W sumie dla mnie najbardziej liczył się dopracowany (tak mi się zdawało) w detalach koncept - zamknięty totalny przekaz.

  • Od niej sie wszystko zaczyna: a Antek mnie ubiegł o zewnetrzu szescianu ktore jest inne niż byśmy przypuszczali. Motyw zegarka i w tle rozmowy,i nieco monotonna jazda pociągiem . Jeszcze tu wrócę bo coś mi nie daje spokoju. Już wczoraj miałem napisać , ale...zasnąłem.Zmęczenie.:):)

  • Ha, z wnętrza mogłaby wyskakiwać pluszanka :-)

  • Antek: - nie, mango akurat nie ma znaczenia, tylko długość jedzenia miała mieć ale w sumie już nie ma :)
    - dialog w bramie jest b. celowy, wskazuje po prostu na element soczystej męskiej natury Kierownika - czy mam rozumieć, że narusza jakiś smak? Chyba nie? Zresztą, nic co ludzkie..
    - ubezpieczenie i ciąża jest kluczem, pętle w mieszkaniu barmanki też (ten drugi raz gdy już nie "odbiera" czajnika i woda się wygotowuje). Zdaje sobie sprawę, że może ciężko to złapać, ale jest to dość wyraźnie pokazane, wydawało mi się

  • Ubezpieczenie przekazuje kierownikowi Alfa (Bóg-obrońca) (ma brata prokuratora jak mówi - Bóg oskarżyciel), sami nic nie wiedzą, jak mówi (tylko razem). Ubezpieczenie z woreczka dosypuje później do piwa Barmanki Kierownik, po tym jak powiedziała mu, że jej miłość przeminęła. I to jest oczywiście wyraźne. A reszta..

  • Klucz jest, pomijając kwestię kompletności osób boskich (Alfa, Omega ,Logos) w tym, że barmanka jest w ciąży urojonej (czyli nie jest) ale później jednak jest, jak widać. I w tym co się dzieje z nią i z kierownikiem. I dlaczego

  • no to długość jedzenia spoko, podoba mi się, jak on je to mango, tylko przestraszyłem się oglądając, że nie o długość jedzenia tu chodzi, a o "znaczenie" tego akurat owocu (jako żart mi pasuje, jako "jedzenie sobie" akurat tego owocu zastanawia).
    nie, nie narusza smaku, jakoś jest za bardzo w oderwaniu od reszty ablo reakcja barmanki za mało radykalna - coś mi za zgrzytało - bo ani "nagle taki się okazał" ani "od początku taki był" i nie chodzi tu do końca o realizm, ale jakoś to jest tak doklejone (trochę jak, w moim odczuciu, scena z plakatem kaczyńskich).
    rozumiem sprawę z ubezpieczeniem - jest to jasne dla mnie na tym poziomie, który wyjaśniasz powyżej, ale nie bardzo rozumiem tego "dalej", to, co konstruujesz wokół "ubezpieczenia" (choć samo to słowo jest takie potoczne) jest dla mnie niejasne - łącznie z tą ciążą. wiesz, mogę się domyślać, że chodzi o kwestie wiary, o cud (cud narodzin, cud, który bierze się z wielkiej wiary, co niektórzy mogą nazywać urojeniem), tylko żeby to było dla mnie wiarygodne, to musi być głęboko zakorzenione w materii samego filmu, a tutaj tak do końca nie jest, bo kiedy mam już taki trop (do wielkiego tematu) to dostaję jeszcze od Ciebie wygotowującą się wodę, mieszkanie całe w czerwieni, puzon, dziwnego mężczyznę z długimi włosami, grającego "nieobecnego" itd. coś z czym nie wiem, co zrobić i co kwestionuje moje wcześniejsze tropy, a nie je w sposób "niezauważalny" dopełnia. po prostu się gubię i uciekam od tego.
    pomyślę jeszcze i napiszę jutro jeśli przyjdzie mi coś do głowy.
    dobranoc.

  • odpiszę jutro :-)

  • Antek:

    Ciąże urojoną i ciąże na końcu oraz zatrzymanie czasu możne dopowiedzieć, to co na górze, czyli:

    "Idea musi stawić czoła rzeczywistości, gdy świat realny zatrzymuje się, marzenie (urojenie) materializuje się siłą samego marzenia. Gdy czas staje, idea trwa wiecznie.
    A jednak ruch - to życie. Bezruch - to śmierć. Jeśli marzenie może mieć moc sprawczą, musi towarzyszyć mu wybór. Wiara, że stanie się coś, czego nie znamy i nie ogarniamy, może sprawić, że zaufamy niewiadomej."

    I konstrukcja filmu wydaje mi się nie zakopuje tego jednak zbyt głęboko czy zbyt hermetycznie.

    Ogólnie zauważyłem, że widzów drażnią inne rzeczy niż zaczęły drażnić mnie. Ciekawe.

    Oczywiście mogę wyjaśnić najważniejszą konstrukcję (tą z ciążą i ze stop - klatką do końca), ale nie wiem czy teraz już?
    Ciekawe czy wtedy stanie się oczywista czy raczej: - To nie zostało dobrze pokazane, zbyt zagmatwane itd.

    • . .
    • 20 listopada 2010, 08:57:48

    Ogólnie to ja nie domagam się za bardzo, żeby wszystkie wąteczki w filmie mi się powyjaśniały - wydaje mi się, że jak się zostawi część z nich otwartymi, to może to zachęcać do ponownego obejrzenia. One też decydują o tym, że film otacza aura tajemnicy.

    Pierwsza rzecz, która mnie trochę drażni, to tytuł. Nawiązuje on do takich rzeczy jak "Krótkie filmy o..." Kieślowskiego, czy też "Krótka historia czasu" Hawkinga czy "Krótka historia prawie wszystkiego" Brysona. Wszystko to są swego rodzaju "wielkie dzieła", a ten film, choć bardzo ciekawy, na tyle ciekawy, że mam ochotę obejrzeć go kilka razy, co oznacza bardzo dużo, jakby formatem nie dorasta. Sprawia to, że tytuł brzmi pretensjonalnie.

    Druga rzecz, to mój prywatny fioł. Ostatnio zmagałem się z nieprzystawaniem do mojego gustu utworu:

    http://poezja-polska.pl/fusion/readarticle.php?article_id=23564

    dopiero po dłuższej deliberacji przyszło mi do głowy, że może to jest nawiązanie do kawałka "Time" Pink Floyd. Pytanie, czy nie słuszne byłoby i czy by się nie dało wykonać w tym miejscu bezpośrednio tego samego odgłosu zegarów. Ogólnie temat znudzenia przebiegiem czasu i poczucia straconej szansy w związku z niewykorzystaniem czasu dobrze się sprzęga z tokiem filmu.

    Ciekawe wrażenie wywołuje sekwencja z zatrzymaniem pociągu - to jest takie dowcipne. Ogólnie wydaje mi się, że w Twoich przesyconych metafizyką filmach przydałoby się trochę przełamującego dowcipu a la komedie Barei. Wiem, że to trudne, ale myślę, że mogłoby być bardzo ożywiające.

    c.d.n.

    • . .
    • 20 listopada 2010, 11:55:32

    Następna scena, która przykuła moją uwagę, to przekazywanie pakunku. Pusty dworzec w dużym mieście to coś bardzo niepokojącego (czyżby wymarli mieszkańcy?). To jest dobre. Natomiast totalnie nienaturalne wydaje się przekazywanie pakunku. Czy aby na pewno dworzec jest aż tak pusty, gdy wysiadają pasażerowie. Czy aby na pewno atmosfera jest tak sterylnie czysta dźwiękowo? Wreszcie, czy tak spokojnie podchodzi pasażer do drugiego pasażera, gdy przekazuje mu zapomniany bagaż? Raczej jest jakiś ruch ludzi, raczej jest hałas dworca, raczej wszystko odbywa się w pośpiechu wymuszonym przechodniością sytuacji. Cała ta sytuacja wydała mi się niezwykle sztuczna i nie znalazło to kompensacji w skojarzeniach.

    Następna sekwencja - przechodzenie ponad torami. Ta scena wydaje mi się niepotrzebną dłużyzną. W ten sposób wydaje się ona wskazywać na coś, ale ja tego czegoś nie wyłapałem - zostało wrażenie drażniącej niepotrzebnej dłużyzny.

    Ołtarzyk z Kaczyńskim(i?) to bardzo subtelny dowcip i mi się to podobało, ale mam wrażenie, że to jednak trąci jakoś żartem, który jest zrozumiały tu i teraz, ale za 7 lat będzie już totalnie hermetyczny, nawet dla mnie, osoby teraz rozumiejącej, jak to jest szyte. Trochę wymowę tej sceny zmienia to, co stało się 10 kwietnia (bo zdaje się, że film powstał przed tą datą).

    Przekazywanie sześcianu jest przemagiczne. Dla mnie to jest znacząca kulminacja filmu - w zasadzie ten moment najbardziej mnie zachęcił do oglądania.

    Trochę scenę tę odbieram jak nawiązanie do Monthy Pythona, ale też jak nawiązanie do "Histori miłosnych".

    Dalej w zasadzie nie robiłem już notatek - zachwycony sceną z sześcianem. Jednak są rzeczy, które mi się przypominają. Cały ten wątek z barmanką sprawia wrażenie niedopracowanego - rozumiem jednak, że ze względu na wielkość formy musisz operować skrótem i nie możesz sobie pozwolić na pełne zarysowanie romansu. Jednak ta cała skrótowość sprawia, iż dosypywanie proszku do piwa wygląda trochę jak sprzedawanie pigułki gwałtu, co mi się tak średnio podoba. Dobrze, że Marat wypija piwo z tego samego kufla, bo to wskazuje, że jednak to pigułka gwałtu nie jest.

    Scena ze zdejmowaniem butów przy puzonie jest za długa. Wystarczyłby ułamek jej czasu, żeby załapać, że coś jest na rzeczy z puzonem.

    Cała sprawa ciąży jest bardzo ciekawa. Od momentu, gdy barmanka dowiaduje, się od lekarza, że ciąży nie ma, zaczyna to wszystko pachnieć "Dzieckiem Rosemary" czy też stosownymi sekwencjami z "Królestwa" Triera. To bardzo skupia uwagę. Natomiast rozwiązanie tego wątku wydaje mi się jakoś takie nijakie - prawie jakby go nie było. Choć z drugiej strony rozumiem nawiązania do niepokalanego poczęcia.

    Pewien problem przy okazji wynika - nie bardzo potrafię stwierdzić, który bliźniak odwiedza barmankę w momencie rozwiązania. Może należałoby ich jakoś wyraźniej zróżnicować (jeden czarny, drugi biały, czy coś w tym stylu).

    Wrażenie robi końcowa scena - ta z bezruchem. Bardzo obrazowo kojarzy się ona ze śmiercią. Jednak nie jest natychmiastowe wyłapanie, że jakoś tam ma to związek ze śmiercią wiary w Boga - jeśli jakoś ta wiara nie jest ożywiana w życiu. Również nie jest natychmiastowe wyłapanie, że osoba promująca wiarę w Boga to swego rodzaju ubezpieczyciel.

    • . .
    • 20 listopada 2010, 11:55:56

    Idę sobie drugi raz oglądać.

  • "Pierwsza rzecz, która mnie trochę drażni, to tytuł."
    Też mnie drażni. Formatem czasowym pasuje, bo film jest przecież relatywnie krótki, pełny metraż to oczywiście nie jest. Jeśli zaś chodzi o format treści, to powiem Ci tak: zamiary zawsze są wysokie, rzekłbym nawet: najwyższe, a wychodzi tak, że nie dorasta, jak zauważasz. C.d.n

  • Co do czasu: oczywiście jak wiadomo jest tam b. istotny - tykanie zegarka jest na początku i później też się pojawia, może nazbyt cicho.

    Co do humoru: wstawiłem tam trochę humoru, inna sprawa jakiego i czy śmieszy (sam projektor, lista Wildsteina jako książka telefoniczna, godziny przyjęć dr Augeklarta - to właśnie chyba najbardziej barejowate..)

    Tekst do którego linkowałeś, jakoś mnie nie wziął - po części mam podobne odczucia jak Twoje

  • Pakunek przekazywany jest na dworcu w nie tak dużym mieście: Przemyślu. Natomiast następne sceny już gdzie indziej. Co do zbytniej stabilności sceny przekazywania - masz rację, takie kręcenie wynikało, że maksymalnie chciałem kręcić na stabilnych, nieruchomych obrazach.
    Dłużyzny pojawiają się nie raz - masz rację, teraz też myślę w ten sposób, choć jeszcze w czasie montażu celowo je zostawiałem, bo ten film miał właśnie albo się dłużyć albo przyśpieszać, jak życie albo jak hmm..msza.
    Bo częściowo założeniem formalnym było uczynienie z całości rytuału.

    Kaczyńscy raczej niepotrzebni racja. Choć plakaty mogłby byc lepsze - a tak jest sam Lech (celowo) odbity lustrzanie (plakat z wyborów prezydenckich). Film był kręcony jak prezydentem i premierem byli bliźniacy.

  • Przekazywanie sześcianu (ekspedientce?) - nie lubię tej sceny bo eksperyment dialogowy oceniam jako totalnie nieudany a scena coraz bardziej razi mnie sztucznością.
    Tak, niestety skrótowość i chyba za mocna synteza nawiązywania romansu. Ważne są sceny w kinie na filmach oczywiście.
    Może się kojarzyć z pigułką gwałtu, oczywiście.
    Ale to nie Marat dopija a Kierownik oczywiście. Najpierw dosypuje jej a później dopija z jej kufla - tak.

    Barmankę odwiedza drugi bliźniak (on nie ma koku tylko koński ogon), ale mało to charakterystyczne, fakt. Mieli inne garnitury, ale tego nie widać, racja.

  • No i ogólnie - MOTYW Z CIĄŻĄ, napiszę, jak to niby miało być:
    -------------------------------------------------------------

    Kierownik dostaje ubezpieczenie. Nie wie, jak działa, co to jest (ubezpieczenie jako takie dotyczy zdarzenia przyszłego i niepewnego w żargonie prawniczym).
    Ba, Alfa też do końca nie wie co to - pełną wiedzą dysponują tylko razem (Alfa,adwokat, Omega, prokurator - sprawiedliwość i miłosierdzie w harmonii).

    Kierownik decyduje się dosypać ubezpieczenie Barmance, gdy ta zwierza mu się, że jej miłość przeminęła. Kierownik jest cynikiem ale jest i idealistą. W zasadzie nie wierzy już w nic - ale dostał ubezpieczenie. Decyduje się więc, że lepsza niewiadoma niż wiadoma pustka życia, po upadku wiary w miłość itd.

    Barmanka jest w ciąży urojonej, jak zaświadcza lekarz.

    Teraz tak: po dosypaniu ubezpieczenia - czajnik wygotowuje się (tu wg świetna muzyka kolegi Dejwa zrobiona) - pętla z wcześniejszą sceną - dlatego tak długo trwają te sceny w czerwonym korytarzu barmanki. Barmanka już nie wstaje.

    Kierownik w zasadzie też już nie wstaje. Leży w pociągu, zatrzymuje się czas. U Barmanki też czas mógł się zatrzymać, Omega, który chodzi po mieszkaniu jest ponad czasem.

    Barmanka jest w ciąży - to akurat widać :)

    Nie wiadomo czy Barmanka i Kierownik po wypiciu ubezpieczenia żyją czy nie żyją, czy są gdzieś indziej - czy po prostu skamienieli w chwili.

    Marzenie realizuje się siła samego marzenia, w chwili. W zatrzymanym czasie.
    Barmanka w chwili, w której trwać może wieczne marzenie i miłość jest w ciąży.
    Ale bezruch to jednocześnie śmierć.
    "Trwaj chwilo" jest przeciw zmienności życia.

    Kierownik mówi: Niewiadoma jest jedyną nadzieją.


  • Jeśli chodzi o wiarę to w zasadzie wchodzi w grę stary motyw: wierzyć trzeba w chwilę. Każdy krok jest składnikiem marszu.
    W chwili trzeba zawsze być całym sobą - w następujących zmianach.
    Okamgnienie wtedy to wieczność. Wartość jest wieczna.
    Bóg jest aktualizowany przez ciągle ponawiane uczestnictwo "Ja" w chwili i wybory "ja: w chwili.

    Czas w zasadzie nie istnieje - bo przeszłość, teraz i przyszłość spaja ciągłość tożsamości wybierającej wartość. O problemie automatyzmu i namiętności - o który można tutaj zapytać - piszę gdzie indziej.

    Gdy ktoś nie akceptuje zmiany, śmierci, nawet w dobrych intencjach (niezgoda na śmierć najbliższych) ten popada albo w grzech melancholii (pasywna lub aktywna) albo w grzech odsunięcia od chwili w życiu, tak czy siak jest to wielkie nie trafienie w cel, jest to tragiczna wina, hamartia, może się skończyć to także zbrodnią, jak uczy także mit i literatura i kino:
    - historia Dartha Vadera
    - Lorda Voldemorta
    - mniej znanego czarnoksiężnika Coba (Ursula LeGuin, trylogia "Ziemiomorze"





  • Jeśli teraz Alxie pomyślisz o tym, czym chciałem - by był ten film - może Ci się uwidocznić dlaczego dałem mu taki, na wyrost tytuł. Miał to być (dobry..) film o sprawach najważniejszych.

  • Oczywiście jest jasne, że to miał być najwybitniejszy film symboliczny w historii kina hehe. Zwykle wychodzi to tak: coś co jest krojone na taki zamiar wychodzi totalnie beznadziejnie. Coś co jest krojone na normalny zamiar - wychodzi lepiej. Ciekawi mnie czy w odbiorze szerszym wychodzi totalna beznadzieja/kicz/głupota. Wydaje się - że nie. To i dobrze.
    Ale np. ja nie daję rady oglądać np. niektórych arcydzieł Tarkowskiego, dłużyzny mnie nie przekonują, rozwiązania scenariuszowe też nie. Więc wielkie zamiary udają się bardzo rzadko.

  • Albo weźmy np. Aronoskego. Lubię. "Pi" bardzo dobry, choć nieco upraszcza, "Requiem dla snu" też. "Źródło" - na plakacie widzę hasło "arcydzieło". Oho, myślę. Oglądam - no jest jakiś klimat, ale generalnie kicz. Tu się chyba zgodziliśmy niedawno z Antkiem Mekewalem.

    I teraz - co później robi Aronofsky - ano "Zapaśnika" - też przypowieść, ale opartą na b. konkretnym życiu.
    Albo przypowieść o odpowiedzialności "4 miesiące, 3 tyg. itd." - rumuński - konkret, kamera wręcz paradokumentalna.
    Silny wymiar symbolu uzyskuje się poprzez konkretną fabułę - wtedy najczęściej powstają arcydzieła.

    Dlatego "Alfa Omega" jest moim pożegnaniem z próbami symbolicznymi sui generis.

    • . .
    • 20 listopada 2010, 15:32:26

    A tak się zastanawiam, dlaczego skoro to miał być rytuał, nie sięgnęliście po muzykę, która się z tym bardziej kojarzy - jakieś chorały gregoriańskie, sekwencje średniowieczne itp. Może muzyka organowa. Tak mi się skojarzyło, bo właśnie słucham "Media Vita" Bornus Consort.

  • I w zasadzie po Alfie w ogóle przestałem robić filmy (wyjąwszy dokument o OBE), bo rozczarowałem się sobą. Miałem kiedyś takie witkiewiczowskie podejście, odrazę do opowiadania "życiowych kawałków". Tymczasem tego chyba nie sposób uniknąć, serwując czystą metaforę czy symbol nie trafia się tam gdzie trzeba. To może dziwnie brzmieć, że autor robi coś i jeszcze jak kończy myśli, że jest ok, a później już nie, ale oczywiście tak bywa.
    A na normalne opowiadane filmy raczej trzeba o wiele większych budżetów - to inna sprawa. Poza tym Alfa była pechowa, ciekawostka: rolę Barmanki miała zagrać Katarzyna Nosowska (zainteresował się scenariuszem i w zasadzie wszystko było dopięte, ale na kilka dni przed zdjęciami zrezygnowała, w sumie się nie dziwię). Tyle, że ciężko mi było wtedy wszystko szybko zorganizować, bo to trochę zmieniało, a zdjęć nie mogłem przełożyć. Dlaczego Nosowska? Ano z różnych względów, m.in. dlatego, że
    http://www.youtube.com/watch?v=Fp6zSOXph6M
    No i chodziło o ten: śmiech i płacz jednocześnie.
    Wtedy rola Barmanka była trochę większa, tak trochę obciąłem.
    Poza tym w filmie miały być piosenki - okruchem tego jest ta scena
    z puzonem i kastanietami itd.
    Z tym, że tam miały być takie 2 - 3 wejścia quasimusicalowe.

    Tak więc film jest poroniony (nomen omen) także w tym sensie, że coś zostało z pierwotnych planów obcięte.
    Podobny problem miał np. Lynch ,którego "Mulholland Drive" jest ciekawe, ale jak się dowiedziałem, że pierwotnie było to obliczone na kilkuodcinkowy serial, to zrozumiałem, dlaczego film jest jednak nazbyt ściśnięty itp.

  • Muzyka jest Dejwa i Sopla von Yassla, wg mnie bardzo dobra.
    Chciałem wrzucić coś klasycznego właśnie, może Bacha i Reqiuem, ale właśnie stwierdziłem, że nie - że wtedy byłoby jakoś nazbyt coś podkreślane. Dlatego.

  • No i - produkcji filmowej nie można dopieszczać jak wiersza. Kiedyś trzeba skończyć montaż i tyle. Ewentualnie zostaje remake, na który sił brak :)

    • . .
    • 20 listopada 2010, 17:03:24

    Mam takie wrażenie, że postrzegasz ten film jako porażkę - ja nie mam takiego wrażenia. Myślę, że całkiem fajnie wpisuje się w nurt kina skandynawskiego, z którego wypływają takie filmy jak "Jabłka Adama" czy "Hawaje. Oslo".

    BTW. mam dwa takie wiersze, co do których doskonale pasuje podsumowanie: "Kiedyś trzeba skończyć montaż i tyle. Ewentualnie zostaje remake, na który sił brak"

  • Porażkę w sumie tak, ale wstydzić się nie wstydzę.

    • . .
    • 20 listopada 2010, 18:16:42

    Marat - wracaj do pionu.

  • Czasem pracuję na leżąco..

    • . .
    • 20 listopada 2010, 19:41:48

    From fairest creatures we desire increase,
    That thereby beauty's rose might never die,
    But as the riper should by time decease,
    His tender heir might bear his memory:
    But thou contracted to thine own bright eyes,
    Feed'st thy light's flame with self-substantial fuel,
    Making a famine where abundance lies,
    Thy self thy foe, to thy sweet self too cruel:
    Thou that art now the world's fresh ornament,
    And only herald to the gaudy spring,
    Within thine own bud buriest thy content,
    And, tender churl, mak'st waste in niggarding:
    Pity the world, or else this glutton be,
    To eat the world's due, by the grave and thee.

  • "Silny wymiar symbolu uzyskuje się poprzez konkretną fabułę - wtedy najczęściej powstają arcydzieła."
    - co rozumiesz przez konkretną fabułę? bo ja mam takie wątpliwości odnośnie tego, że w filmie, każda fabuła jest konkretna - nie ma różnicy (chyba że chodzi Ci o ciąg przyczynowo-skutkowy na poziomie scenariusza? ale i to można różnie interpretować), bo kamera musi zarejestrować coś i to coś jest zawsze konkretne, równie konkretne jak zapis tego czegoś, czyli film.
    poza tym każdą scenę filmową da się precyzyjnie "zinwenatryzować", dokonać jej precyzyjnego opisu na poziomie zapisu/obrazu, czyli dokładnie scharakteryzować, co sprawia, że jest to konkret.
    wydaje mi się, że to, co trudno określić (metafizyka? symbolizm?), występuje na poziomie "trwania w czasie", czyli czegoś czego nie dostaniemy w opisie, bo opis może dać nam jedynie pojęcie o możliwym doświadczeniu, a nie samo doświadczenie, oraz zestawieniu tych "trwań w czasie", czyli czymś, co można określić jako scenariusz emocjonalny, albo symboliczny z(?). i tu nagle bardzo blisko od "harryego pottera" (byłem wczoraj) do "stalkera" - dwóch świetnie zrobionych filmów, równie dobrych? myślę, że pod pewnym względem tak - harry za pomocą środków czysto filmowych oddziałuje bezpośrednio wywołując u mnie poczucia (strachu, radości, smutku), a stalker za pomocą środków czysto filmowych oddziałuje bezpośrednio wywołując u mnie... poczucia? wzniosłości, człowieczeństwa, przeżycia duchowego... oczywiście stalker jest filmem o dużo większej wartości, ale właśnie ze względu na to jakie poczucia i jak wielką ich skalę, różnorodność oferuje, stalker właśnie zakreśla pewną przestrzeń duchowości człowieka, w której widz ma możliwość się odnaleźć, a harry dopala prostym scenariuszem emocjonalnym, precyzyjnie uderza w splot słoneczny, kiedy powinienem uronić łezkę. trochę to heretyckie porównanie i na wyrost, ale wydaje mi się, że Twój film jest równie konkretny, Maracie, tylko brakuje mu precyzji (warsztatu) i wcale nie potrzebuje on realizmu, ale np. potrzebuje być jawnie nierealistyczny (co można uzyskać na wiele, wiele sposobów (m.in monologiem na stopklatce albo muzyką organową ;)).
    nie lubię requiem dla snu, a zapaśnik jest bardzo dobry, ale to jest naturalizm symboliczny, jak u ibsena, a nie maeterlinckowski symbolizm, którego bliżej jest Twój film.

  • Konkretna fabuła to pewien skrót myślowy, który zresztą później rozczytujesz. Zależy od tego czy dalej czy bliżej do symboli i metafory. Jak zauważasz są obrazy nasycone symboliką mocno bezpośrednio i są takie, gdzie symbole w zasadzie się nie pojawiają wprost, a zdarzenia, zachowania, postacie, historia itd. mają jednak siłę metafory. Przykładów wiele.

    Czasami operowanie symbolami wprost jest tandetne (nadużywanie prostej symboliki lub odwrotnie - przesada w stronę hermetyzmu - ambicja sztucznej trudności, gry z widzem itd.)

    Kamera rejestruje obraz, ale może to być np 10 minutowe nieruchome ujęcie (jak czasem u Tarkowskiego) a może być wartka akcja itd.
    W filmie 13 jezior pokazuje się 13 obrazów nieruchomych 13 jezior, każde przez ok 10 min, poza tym nie dzieje się właściwie nic. Można się spierać, jaką to ma wartość.

    Co do działania na emocje - to główna materia kina, opowieści w ogóle.
    Kiedyś uważałem bezpośrednie działanie na emocje za dość wulgarne - prosty efekt śmiechu, strachu czy wzruszenia. Bardziej ceniłem drogę pośrednią - albo przez intelekt albo coś co można nazwać niedookreslonych wrażeniem, także o naturze mistycznej. Teraz jednak już tak w zasadzie nie uważam. Oczywiście zależy jaka jest uniwersalność i głębia wywoływanych emocji.
    Co do Harrego - dla mnie ma moc przyzwoitej metafory (książka), film też jest ok.

  • (ps. dla chętnych, bo mało polemiki, dużo dywagacji, które mogłby zostać napisane z innej okazji, sory, popłynąłem.)
    jestem zwolennikiem pomijania odbioru intelektualnego przy kontakcie z dziełem sztuki, spychania takiego odbioru na margines. oczywiście intelekt, rozum jest narzędziem odbioru, ale wtórnym wobec intuicji czy emocjonalności, co znaczy, że służy rozpoznaniu i nazwaniu swoich odczuć po ich ujawnieniu. nie znaczy to również, że należy wyłączyć myślenie, a odbiorcą idealnym jest człowiek z dysfunkcją płatu czołowego, nie, należy być uważnym i nawet na bieżąco analizować swój odbiór, nazywać go, jeżeli to nie przeszkadza w odbieraniu dzieła. i podążać za autorem. uznać go za przewodnika, na chwilę stać się jego wyznawcą - co bardzo często sam twórca nam to uniemożliwia i wtedy jest to dzieło złe. zadaniem autora jest przeprowadzić odbiorcę przez jakiś proces. np.proces zawarty w zarejestrowanym i zmontowanym filmie.
    i przy tym założeniu nie ma miejsca na symbol, który w momencie pojawienia się na ekranie ma nieść ze sobą jakieś znaczenie, która prowadzi np. do metafory, ten symbol nie istnieje, jeśli nie został wcześniej wyprowadzony, nie zaistaniał wcześniej lub później.
    tarkowski w stalkerze w sposób klarowny wyjaśnia na samym początku jakie są zasady: stalker przeprowadza dwóch kolesi do komnaty, tam można to i to, po drodze można to i to, takie są pułapki i niebezpieczeństwa, a takie korzyści. i nie ma tu póki co żadnego symbolu, bo komnata staje się symbolem dopiero w procesie dążenia do niej bohaterów, a bohaterowie stają się symbolicznymi reprezentantami upadku kultury duchowej dopiero w procesie dążenia do komnaty (oczywiście film jest duuużo, dużo głębszy, a to o czym tu piszę to tylko namiastka). podobnie w harrym potterze - nie trzeba tam myśleć, bo bardzo mocno podkreślona jest tam niezłożoność/złożoność fabuły, czyli precyzyjnie zaprogramowane zaskoczenia i moementy kulminacji łącznie z tym, że niektóre przedmioty, o jasno określonym charakterze i statucie, a nawet niezwykłości, nagle stają się symboliczne poprzez wypracowanie ich konkretami. np. pelerynka niewidka harrego (nie wiem, czy dobrze to pamiętam) jest super gadżetem wykorzystywanym w wielu scenach w zaskakujący sposób (np. ratuje harremu życie w ostatniej chwili, jego niewidzialność pozwala zbudować pełne napięcia sceny podsłuchiwania, wyczuwania itd.), ale prawdziwą swoją wartość ukazuje dopiero, gdy harry dowiaduje się, że należała do jego ojca, a apogeum swojego znaczenia ma w momencie, gdy syriusz black, przyjaciel ojca harrego z lat szkolnych, bierze ją w ręce i wszyscy widzimy jak wracają mu wspomnienia z tego powodu, że rowling pokazała nam jak wiele przygód można mieć za sprawą pelerynki, jak wiele jaj można robić w szkole, jak harry jest podobny do swojego ojca oraz że zdjął ją z siebie na oczach syriusza (nb. bardzo podobny zabieg stosuje wajda w pannach z wilka, widziałem niedawno, a iwaszkiewicza dawno czytałem, więc nie pamiętam, czy u niego podobnie).

  • kamera rejestruje obraz, kamera rejestruje wszystko, tak jak wszystkie słowa są w słowniku. żeby zrobić film wystarczy wybrać te obrazy, a żeby napisać wiersz - wybrać słowa, a żeby namalować obraz - położyć farby na płótnie.
    chciałbym zobaczyć te jeziora, nie znam. wydaje się to interesujące. ktoś chciał się podzielić ze mną rejestracją czegoś, co uznał za piękne, bo tylko w ten sposób jestem w stanie wytłumaczyć sobie sens takiego filmu.

  • Zgadzam sie jak najbardziej z tym co Pan pisze - intuicyjne "czucie" dzieła jest ważne a intelektualne czasem nie odbiera istoty albo amputuje. Ale ja o tym też napisałem - o takim quasimistycznym odbiorze. Witkacy mówił "odbiorca (krytyk) powinien być autora nadświadomością, przejść razem proces twórczy, dać się wciągnąć itd.). Tak więc nie sądzę, żeby był między nami spór - pisząc o prostym działaniu na emocje miałem na myśli tandetność pewnych środków wyrazu. Zgodzi się Pan, że takie istnieją.

    Wydaje mi się, że te nie ma między nami sporu, a Panu?

    Natomiast co do rejestracji kamery czy wiersza to sprawdza się jednak reguła cięcia - czyli raczej trzeba zostawiać tylko to co jest niezbędne a wszystko inne wyrzucać (np. szczególnie w dialogach filmowych, które np nie znoszą generalnie monologów i dłuższych przemów, jak teatr, choć są wyjątki oczywiście).
    Jeśli chodzi o te jeziora to widzę w tym tylko wartość eksperymentalną i to średnio nowatorską. Do mnie nie przemawia, już bardziej kwadrat Malewicza

  • Sens tych jezior leży też chyba w bardzo subtelnej, prawie niewidocznej akcji. 10 minut jednego ujęcia pozwala zauważyć drobne zmiany, jest też tam odpowiednia muzyka..

  • Co do Harrego:
    Każda klasyczna powieść czy film opiera się na klasycznych, niezmiennych zasadach. To reguły konstruowania wątku, pokazywania postaci, reguły zwrotu akcji, odpowiedniego momentu na danie szansy bohaterowi, zagrożenia, końcowego kathasis itd. To właśnie ten stelaż, wypełniany różnymi historiami ma budować odpowiednie wrażenia u widza. Tak naprawdę historii jest tylko kilka od wiek wieków (nieszczęśliwa miłość, walka o władze, ktoś przeciw sobie samemu, zwycięstwo nad złem itd.). Nic innego nie da się wymyślić, wymyśla się tylko nowe fabuły i wkłada w te stare formy. Każdy podręcznik o pisaniu scenariuszy o tym mówi.

    Oczywiście są też eksperymenty formalne, one naruszają takie podstawowe zasady. Powstaje wtedy arcydzieło (bardzo rzadko jednak egalitarne - zwykle niszowe) albo kit. W 99%entach kit.

  • nie twierdzę, że jest między nami spór - stąd ps. na początku mojego komentarza, bo komentarz znacznie się wydłużył w trakcie pisania i bardziej zainspirowany dyskusją niż jej elementem, przepraszam Pana, panie Maracie, za takie tu, pod Pana filmem, nie do końca na temat, wynurzenia.
    ten film o jeziorach wydaje mi się ciekawy, właśnie jako próba zapisu trwania, skrajny minimalizm.
    jedni wolą regułę cięcia, inni doklejania.
    pozdrawiam

  • Nie Pan mi jest winny przeprosiny (oj nie wiem czemu wszedłem na Pan, bo chyba zwracaliśmy się na Ty, chyba przez sformalizowanie dyskusji w innym wątku, przepraszam) a ja Panu podziękowania za bardzo cenne dywagacje :)

  • W Holywood, a tam się liczy pieniądze, reguła jest jedna: ciąć, ciąć i jeszcze raz ciąć. A co do snów, producent mawia: - Za moje pieniądze bohaterowi nie będzie się nic śniło! :-)

  • Znam kilka bardzo specyficznych formalnie a ciekawych filmów, więc jeśli jesteś (mogę?) zainteresowany niestandardowym językiem filmowym chętnie coś podrzucę

  • nie uznaję wypełniania stelaży - uważam, że stelaż jest wynikiem dzieła, a nie na odwrót, a dzieło ustanawia zasady. jeśli chce być idealnym produktem to korzysta ze schematów, które się już sprawdziły, ale! proszę zobaczyć tego nowego pottera, bo oni tam mocno odchodzą i eksperymentują, chociażby przez to, że spójna powieść została podzielona na dwie filmowe części, więc nie ma finału, zmienia się ten obrzydliwy schemat "wstęp, rozwinięcie, zakończenie" i zostaje jedynie rozwinięcie (również ze względu na niemalże bezpośrednią kontynuację poprzedniej części), a zamiast tego stosuje się bardzo różne, nowe chwyty - delikatne rozjaśniania obrazu w trakcie dialogów, co w połączeniu z muzyką dynamizuje obraz, użycie różnej jakości "zdjęć" - pojawiają sie sceny kręcone "kamera o większym ziarnie" (nie wiem, jak to powiedzieć profesjonalnie) i nie chodzi tu o punkt widzenia jakiejś postaci...
    jak już Pan zresztą napisał, panie Maracie, nie ma tu między nami sporu, ale wymiana podobnych wrażeń i przemyśleń na ten temat, a kiedy coś jest podobne tym wyraźniejsze są drobne różnice i o tych drobnych różnicach chciałem coś napisać, ale Pan pewnie traktuje to, co ja tu piszę, jako oczywistość, a ja może za dużo piszę zbyt daleko od tematu.
    pozdrawiam

  • jestem zainteresowany niestandardowym językiem, jeśli coś masz to poproszę.
    a z tym Panem to pomyślałem, że Cię jakoś dotknąłem gdzieś, nietakt popełniłem, czy coś, stąd takie te ostatnie posty ;)

  • "nie uznaję wypełniania stelaży -"
    Ale tak się bardzo często robi..(ja nie, ale ja nie jestem profesjonalistą).
    Poza tym - co innego wypełnianie stelaży a co innego zgodność z zasadami dramaturgii i kuchnią scenariuszową. Tak po prostu jest to robione..

    Potter został podzielony na 2 części najpewniej głównie z powodu większego zarobku, ale jeśli to wyszło nawet filmowi na korzyść to ciekawe i tym lepiej, filmów z HP raczej nie oglądałem ale w takim razie zobaczę.
    Wspomina Pan o pewnych rozwiązaniach technicznych (przykładem tego typu jest np stylizacja w Blair Witch Project, pewne nowatorstwo ujęć np. w Matrixie itd.). To już sprawa wyboru i poszukiwania w czystej wizualizacji. Kamera o większym ziarnie..czy chodzi o takie dokumentalne bardziej wrażenie czy o pewną chropowatość? Czasem się celowo używało kamer 16mm (zamiast standardowej 35tki) w tym celu. Teraz w zasadzie są cyfrowe filmowe, choć HP chyba kręci się na taśmie, jak dalej duże produkcje (choć Gwiezdne Wojny nowe z tego co wiem na bardzo drogich ale cyfrach - no i oczywiście CGI, czyli komputerowe generowanie obrazu - w Potterze też oczywiście - chyba wszystkie stwory i duża część lokalizacji jest dołożona komputerowo)

  • nie nie, z tym Panem, to się wypowiadałem w innym wątku u innego autora i jakoś mi tak zostało na chwilę..:-), już zmieniam

  • tu pojawia się kwestia formy i treści, wierzę, że ten podział nie istnieje.
    w nowym hp to widać - uzasadnienia logicznego nie ma, tak po prostu jest lepiej - ściągnięte z teledysków albo z czołówki "cudownych lat", daje "ciepło" ;) .

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się