Dlaczego konkurs na remiksy może być konkursem na oryginały, czyli o tym, że wszystko ma dwa końce, ryzyko jest niezbędne, każdy wstęp, który zapowiada efekt, jest banalny.

Autor: Marat Dakunin, Gatunek: Proza, Dodano: 11 lutego 2011, 17:16:54, Tagi:  remikstura (wstęp) cytaty banały oryginalność konkursy

 

Formalne wstępy są strasznie nudne muszę więc wprowadzić tutaj rodzaj strażnika mentalnego, który konieczny jest, gdy zaczynamy zabawę z ideami, czyli nieskończonością.

 

Ambicja napisania Wszystkiego jest naturalna i jest, może szlachetną, ale głupotą. Zasada nieskończoności mówi, że jest skończona (bo wszystko co idealne jest kompromisem). Tutaj strażnik każe kończyć, więc dodam, tylko tyle, że złota zasada wszelkich konkursów mówi:

- jeśli chcesz wygrać, nie ryzykuj – napisz typowo, wrzucając tylko gram łatwej błyskotki, udającej coś nowego – tylko po to, żeby wyróżnić się wśród konkurentów.

 

Tak więc, odsłaniając makiawelicznie czyli bez hipokryzji (a także meta hipokryzji, właściwej przeintelektualizowanym leniom, obdarzonym talentem wynajdowania logicznych usprawiedliwień, bywa wysublimowanych) sprytny plan, który tym samym przestaje być sprytny (ale pozostaje sprytny na poziomie n+1, co mogę zdradzić, bo nie znamy wartości n), z przyjemnością biorę udział w konkursie remiksy literackie, zapowiadając trzy zgłoszone prace.

 

Jedna z nich będzie typowa – czyli formalna – spełniająca w pełni warunki konkursu, wykorzystująca cytaty ani za trudne ani za łatwe. Jej korzyść niewielka, ale potencjalna popularność – duża.

 

Druga – będzie kompromisowa.

 

Trzecia zaś – bezkompromisowa. Pozostając w zgodzie z regulaminem, nie przedstawi żadnego cytatu bezpośrednio, tylko streści w syntezie możliwej do percepcji Internetowej (a więc procencie możliwości percepcji drukowanego na papierze) całość kultury, mitów i pism świętych. Będzie oryginalna i nowatorska, bo będzie wyłącznie cytatem. Nie ma bowiem (patos konieczny tutaj) nic wartościowego, a więc nie ma Literatury (czy tam – poezji – w szczególności – i dlatego tak jej mało), a jest pisanina (sprawa warsztatowo – która jest wydawana i dyskutowana i niesprawna – która jest określana grafomanią i jest wydana własnym sumptem, od czego są wyjątki jak od każdej zasady) która nie cytuje.

 

Oryginalność bowiem (co samo w sobie jest cytatem i to świadomym) nie polega na tym, by coś zupełnie nowego stworzyć, bo dla człowieka to nie możliwe, tylko na tym, żeby w nowy sposób, nową historią, świeżym ujęciem, innym kątem patrzenia czy nową formą powtórzyć starą prawdę – czyli banał.

Kto wierzy w pragmatyczność pieniądza - może choćby przeanalizować zasady budowy treściowej i formalnej najbardziej kasowych produkcji Hollywoodu, który ma tę dobrą stronę, że jak ktoś liczy pieniądze swoje, a nie z dotacji kulturalnych, wydaje tylko to, co spełnia kryterium uniwersalności, podstawowe kryterium literatury (jeśli spełnia go zbyt dobrze, nie przynosi dochodu, bo żeby lepiej widzieć uniwersalia potrzeba dystansu - widoku z góry - do siebie, a to nie jest często, bo kłopotliwe).

 

Banał ciepłego domu, jak wszystko, staje się odkrytą na powrót prawdą, po trudach podróży, więc (strażnik: nie można się bać pretensjonalności metafor, gdy dopiero wyrusza się w drogę) sam trud formy bywa niezbędny. Chyba, że jest pusty, co nierzadkie, łatwiej bowiem wymyślić nowe, które nigdy nie jest trwałe, bo sztuczne, niż przepracować stare.

Zarzuca się więc często, i często słusznie, tym, którzy w nadmiarze cytują, że nie potrafią myśleć samodzielnie albo popisują się erudycją lub pseudoerudycją, o którą w czasach Internetu łatwo.

Ale nie w tym rzecz leży, że się cytuje, tylko co się cytuje, jak się trawestuje i w jakim celu kłamie. Sztuka musi kłamać, żeby na nowo pokazać prawdę, co dowodzi zarówno tego, że (Picasso), wszystko może mieć dobry skutek, poza okłamywaniem samego siebie.

Kto w każdym cytacie, ex czy implicite widzi wtórność i niesamodzielność piszącego, traci ostrożność, albo sam jest człowiekiem słabego umysłu.

Zasada, że najłatwiej widzi się w innym swoje słabości, a najtrudniej przyznaje innym cechy, które się uznaje za swoje zalety, jest kolejnym banałem, który mógłby być cytatem z rozlicznych dzieł, od biblii do pesymizmu Schopenhauera, ale być nim nie potrzebuje, bo rodzi go doświadczenie.

Co nie znaczy, że nic nie warto, bo kto bazuje na statystycznej większości, może się przejechać, nawet na konkursach, zawsze zdarzają się wpadki od zasad.

 

Reszta, jest sprawą intuicji.  Ryzyko, że wyjdzie kicha, jest zawsze. 

 

Dlatego konkurs na literackie remixy, sam o tym nie wiedząc, może być też konkursem na arcydzieło oryginalności (strażnik: kto wierzy bez wątpliwości w swoje szanse tego typu, zwariował w sposób inny niż zwariowany jest świat, zwariował nieszczęśnie, gdyż wiara bez wątpliwości jest swym zaprzeczniem).

 

Temat nigdy się nie kończy i jako wstęp musi zostać banałem – przypomina mi w tym momencie autostrażnik i każe kończyć.

 

Remikstura, jak każdy roztwór pitny, ma swój stopień nasycenia.

Tutaj ciśnie się tyle analogi, że strażnik załamuje ręce. 

Komentarze (27)

  • "jeśli chcesz wygrać, nie ryzykuj – napisz typowo" cała magia tkwi w nietuzinkowości, Marat zaimponowałeś mi.

  • Nietuzinkowość potrzebuje tła zwykłości, bo zaprzeczenie musi mieć zasadę.
    Zasada granic formalnych, których naruszenie prowadzi do nieprzemakalności dla odbiorcy (każdego) jest naturalną regułą całej przyrody. Zna ją barman (granica zlewek do drinku), muzyk (sonoryzm próbował naruszać), i każdy inny pożyteczny zawód. Zapominają o niej tylko "artyści".
    Czasem ma to sens, ale tylko wtedy, jeśli programowy nonsens ma wskazywać np. na kryzys sensów (jak w teatrze absurdu czy eksperymentach dadistów), a jak nonsens wskazuje na braki w sensach to ma sens.

  • Zgadzam się z Panem Maracie zupełnie tak, jakbym to wszystko, co Pan napisał sama wymyśliła. Jednak do konkursu z przyczyn oczywistych nie stanę

  • Wanda: widzi Pani - już działa - tak działa właśnie cytat - Pani cytuje mnie a ja Panią - nie wiedząc o tym. Proszę stawać, zabawimy się - ten konkurs jest niegroźny, bo nie ma nagród na razie

  • Gdzieś się regulamin zawieruszył i wydaje mi sie, że to konkurs dla erudytów, czyli nie dla mnie.

  • To można wybiegiem: niech Pani wymyśli jakieś cytaty (tzn swoje myśli tam włoży), dopisze jakieś nazwiska, na koniec zakończy jakimś cytatem z cytatów Ninette Nerval i - gotowe.

  • Czy jest już jakiś łańcuszek? W tej chwili mnie z przrażenia zupełnie mózg sparaliżowało

  • Zdradzę Pani tajemnicę ezoteryczną: potrzebny jest dystans do własnego dystansu, wszystko co jest twórcze musi łączyć sprzeczności (a krzyżówki podobieństw są bezpłodne - vide muł). Literatura która gwałci prawa natury przemija, ta która je wykorzystuje - trwa. Ahoj

  • Przeczytałem, i przysięgam, nie wiem o co panu chodzi.

  • Kajtek:
    Są zatem dwie opcje:
    - albo należysz do tej szczęśliwej mniejszości, która nie musi wiedzieć, bo praktykuje po prostu to co wyżej i brak im czasu na analizę
    - albo należysz do tej szczęśliwej mniejszości, która żyje w iluzjach, zatem nie musi analizować jak ci którzy widzą dokładnie o co chodzi, ale nie praktykują

    Jest jeszcze jedna opcja, ale z grzeczności ją pominę, bo to na pewno nie Twój wypadek Kajtku (byliśmy na pan?)

  • Maracie ale czy zdradzanie taktyki-przed konkursem nie osłabia szans na ewentualna wygraną ?Sofistyczne pytanie:):)

  • Korekta: w drugiej opcji miało być "większości"
    Dobranoc

  • Jarku: tak osłabia jak wzmacnia - podług zasady: co nie zabija to wzmacnia z uszczegłówieniem: chyba że wzmacnia, to co zabija (vide np. casus pijaka - może wypić więcej ale do czasu).
    Dlatego powiadam Ci: nie lękaj się prawdy - jeśli bowiem jury prawdą żyje, to to nie zaszkodzi, a jeśli żyje kłamstwem - nie pomoże nikomu.
    Dobranoc :)

  • mam dziwne wrażenie, że albo zostałem właśnie obrażony albo ciągle (znów?) nie wiem kompletnie o co chodzi...
    mnie chodziło o jasność wypowiadania się (dla jasności).
    na Pan może nie byliśmy, nie pamiętam, przepraszam.

  • he he ;)

  • tekst niejasny, zamglony, masa pojęć pomieszanych z metaforami. No i tak zwany pociąg myśli zdaje się być raczej karuzelą - to miałem na myśli, piszę tak, bo widzę, że jako proza dodane.

  • Kajtek: Nie dziwi mnie to co piszesz. Zwykle jest tak, że jak się boję jakiegoś efektu (a tu się bałem zarzutu że tekst jest nazbyt jasny, więc banalny bez efektu odświeżenia banału) - to znajdzie się ktoś, kto powie, że jest niejasny. Cieszy mnie to, bo dowodzi, że tekst jest taki jaki trzeba. Nie mogę nic więcej zrobić, bo strażnik nie pozwala, poza podziękowaniem za lekturę.

  • Nie zostałeś obrażony, tylko implicite zostałeś nazwany Poetą. Poeta nie może mieć dystansu zbyt dalekiego od swoich uczuć, bo wtedy staje się nieautentyczny, a tylko taki by móc je oddać, namalować w wierszu. Poeta, który nazbyt się oddali, przestaje być poetą, a staje się ewentualnie zgorzkniałym prozaikiem, względnie wpadnie w gnozę jak Miłosz, co jest błędem rozdzielnie dobra i zła, jako pochodzących z dwóch źródeł, podczas gdy pochodzą z jednego. Mam nadzieję, że Ci nie zaciemniłem dodatkowo.

  • ciekawy jestem skąd ta wiedza: 'poeta nie może, poeta się staje, przestaje... etc.' mnie się zdaje, że poeta to ten, który pisze wiersze. ciekawe, że takie dyskusje nie dotyczą na przykład piłkarzy. dlaczego od poety oczekuje się prawdy a nie wierszy?

  • Nie wiem. A skąd Kundera wiedział, że pisał, że poeta sobie sam serce ciśnie, żeby coś z niego wypłynęło? Pewnie obserwował przypadki jednostkowe. Wszelka wiedza bierze się z indukcji. Albo z anamnezy. Zależy co Tobie bliższe. Ja posługuję się nie tyle wiedzą, bo jej nie mam, co doświadczeniem i intuicją, a pojęcie poety uśredniam. Ale zasadą każdej zasady są wyjątki. Jak dalej pociągnę w tym stylu to otrę się o postmodernizm i będę się musiał wycierać. pozdrawiam :)

  • no cóż, nie wiem, ale podejrzewam, że jak się jest autorem takich książek (!) to być może można się porwać na stwierdzenie, że coś jest tak a tak. Bo dzieje się to w obrębie (w kontekście) pewnej (głównie literackiej, choć oczywiście odnoszącej się do rzeczywistości) narracji. I ma się za sobą owej narracji (genialnej?) autorytet. Innymi słowy, mamy (nawet jeśli nie do końca sprecyzowane) pojęcie, dlaczego Malewiczowi kwadrat, czy krzyż uchodzi za dzieło sztuki, a nam, jak sobie na kartce przed nosem nasmarujemy, niekoniecznie. Źródeł wiedzy może być wiele, ale nasze przekonania oparte są głównie na wierze, na woli, innymi słowy, zazwyczaj przyjmujemy takie a nie inne przekonania, ponieważ potwierdzają obraz nas samych, który sobie skonstruowaliśmy. Nie burzą naszej konstytucji, potwierdzają raczej, a nie rozpierdzielają, poczucie naszej własnej tożsamości. Reszta jest tylko argumentacją. ale zbaczam z tropu. Pytanie pozostaje zasadne: Jeśli opierasz się na doświadczeniu, jak z doświadczenia (z definicji jednostkowego i niepowtarzalnego), wyciągasz wnioski ogólne?
    pzdr.

  • i to w sumie da się jakoś wytłumaczyć, ale pytanie następne, jak od tych zdań ogólnych przejść z trybu opisowego do normatywnego? to jest zagadka dla mnie.

  • Właśnie mi skasowało komentarz na kilka zdań więc będę się streszczał cholera.

  • Kajtku, odnoszę wrażenie, że brniemy coraz bardziej w nieporozumienia, żeby się dyscyplinować będę numerował tezy:
    1. Skąd wniosek, że ja wypowiadam się normatywnie, czyli tworze reguły powinnościowe (w domyśle, które obowiązują wszystkich)? Ja nie chcę Cię przekonać, że mam rację a Ty się myslisz, tylko chcę Ci wyjaśnić moje stanowisko, dlatego moje wypowiedzi nie mają natury normatywnej. A jeśli mają, to wewnętrzną - w moim systemie, który wolno mi mieć tak jak Tobie.
    2. Twój pierwszy komentarz pod tym tekstem nie mówił że NIE ZGADZASZ się z tym co piszę, tylko, że NIE ROZUMIESZ tego co piszę. Cytuję: "Nie wiem o co Panu chodzi". Chyba zgodzisz się ze mną, że tak to należy interpretować?
    3. Tak więc podejmuję starania wytłumaczenia tego, co uważam, a nie podejmuję starań PRZEKONANIA Cię do tego, co uważam.

    Jak już wyjaśniliśmy sobie tę podstawową kwestię, przechodzę dalej.

  • Jeśli jednak przyjąć, że można moje wypowiedzi czytać normatywnie, a taki wniosek można wysnuć bardziej może nawet po komentarzach, to:

    Stawiasz pytanie:
    - jak z doświadczenia jednostkowego wyciągam wnioski ogólne?
    Już Ci odpowiedziałem. Na drodze klasycznej indukcji oraz na drodze anamnezy/intuicji. To drugie trudniej jest wytłumaczyć, jeśli chcesz rozwinę to na bardzo klarownym przykładzie dzieci.

    Druga kwestia - stawiasz mnie przed problemem, o który rozbiła i dalej rozbija się filozofia.
    Tutaj odpowiedzi może być kilka.
    Pierwsza - która jest wystarczająca dla mnie, ale nie może przekonać osoby o innym systemie wartości nieuzasadnialnych racjonalnie (czyli np. aksjomatów wiary). Otóż wierzę w dobro metafizyczne, i kolokagatyczną łączność wartości najwyższych w tradycyjnym, klasycznym ujęciu.
    Druga - która może podjąć próbę analityczną, czyli próbę przekonania do rzeczy osoby, która nie podziela jednolitego ze mną systemu aksjomatów.
    W największym skrócie, podzielam tutaj stanowisko kantowskie rozdzielenia sein i sollen, dodatkowo podzielam prawie w całości kantowską etykę obowiązku. Klucz do powtórnego powiązania tego co jest z wnioskami powinnościowymi, w moim przekonaniu, najlepiej odnalazł Kierkegaard i później za nim egzystencjaliści. Obecnie, w języku polskim, próby aksjologiczne nazywają takie stanowisko często: metapraktyką - rozdzielając dwa porządki: teoretyczno - analityczny, w którym nie można badać wartości i sfery normatywnej oraz czysto praktyczny - w którym badamy właśnie wartości. Wydaje mi się, że nie ma sensu tutaj tego rozwijać.

    Jeśli konkretnie sformułujesz pytanie główne, w stosunku do czego masz wątpliwości - to postaram się jaknajkonkretniej odpowiedzieć. Ale proszę o konkret - z zaznaczeniem, czy mam Ci po prostu wyjaśnić jak najklarowniej moje stanowisko czy mam podjąć próbę przekonania Cię do tego stanowiska - bo to dwie różne rzeczy.

  • "Źródeł wiedzy może być wiele, ale nasze przekonania oparte są głównie na wierze, na woli, innymi słowy, zazwyczaj przyjmujemy takie a nie inne przekonania, ponieważ potwierdzają obraz nas samych, który sobie skonstruowaliśmy. "

    Pomijąjąc uwagi o Kunderze - który pisze zresztą o aspiracji literackiej tego typu - że tworzy się kosmos - narzucając go innym, ale rozwijąc ten wątek byśmy za daleko poszli. Bardzo jestem dziś chaotyczny.

    Przyjmujemy takie a nie inne przekonania ponieważ potwierdzają nasz obraz - zgoda.

    Inaczej: przyjmujemy takie a nie inne przekonania, bo uśrednione statycznie - sprawdzają się w praktyce i prowadzą do jakiegoś rozwoju.
    Zauważ, że nauka, musi abstrahowac od nieistotnych elementow - badając prawidłowości.
    W sferze humanistycznej, w szczególności w sferze twórczości, dużo zmienia właśnie pierwiastek pozaprzyrodniczy - a więc takie a nie inne pojmowanie wartości, którymi kierują się ludzie.
    Już Platon zauważał: rzeczy są takie, jakie są, ponieważ jest lepiej, gdy są takie. Można to interpretować tak, że wartość jest sama w sobie stwórcza, bądź tak, że jakaś inteligentna osoba widzi, co byłoby lepsze, wybiera to i powoduje, że to coś powstaje. Jeśli odrzucamy wymóg absolutnej celowości, nie oznacza to, że „człowiek i świat to ostatecznie bezsens”. „Ludzie nadal będą mieli cele takie, jakie mają, i niektóre z nich mogą osiągać, choćby pytanie: »Jaki jest cel świata jako całości?«, nie miało żadnej określonej odpowiedzi”
    No nie, nie potrafię dzisiaj się skupić jednak, przepraszam.
    Bardzo chaotycznie, dziś zupełnie rozkojarzony dzień.

    Jeśli sformułujesz precyzyjnie pytanie i napiszesz czy mam bronić tez czy wyjaśniać to postaram się precyzyjnie, bo tak to utoniemy. pozdrawiam

  • Takie są skutki wejścia w tematy podstawowe. Jeśli mamy coś wyjaśnić, musimy wrócić do poczatku i ograniczyć pytanie.

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się