Melancholia dla nastolatków

Autor: Marat Dakunin, Gatunek: Poezja, Dodano: 01 grudnia 2010, 15:08:27, Tagi:  melancholia dla nastolatków

 

No, to się pewnie zdziwi..

/motto na każda okazję/

 

 

Dzień był chłodny i bardzo pogodny

Ostatnie wakacje, więc tratwą na stacje

Velma, Dżordżi i ja

Widzieliśmy rotundy gazowni

 

Tratwa cięła powietrze, a Velma się śmiała

- Hej, Dżordżi, zahaczysz o trakcję,

Spadniemy na tory raz dwa

 

Kończyło się lato, co upadło wisiało

Tak trzymał się kurs: jeszcze – już

 

Dzikie harce wyprawiał - Dżordż

I Velma się śmiała a ja

Na północy widziałem las

 

Dżordżi droczył się setnie

Pokład rozhuśtał szpetnie

Tego lata kochałem się w Velmie

 

Velma na rufie stała,

Może szansę ujrzała

Dla tego, który szansę da jej

 

Wlecieliśmy w mleko

Mój wzrok sięgał daleko, lecz nie tak daleko*

Gdzie ona rzuciła cień

 

*Żegnaj laleczko

 

 

 

 

Przedwojenne budynki gazowni  - zdjęcia

 http://www.opuszczone.net/gazownia-warszawa/

Komentarze (13)

  • to kółko, które zatańczyliście przez chwilę - Dżordzi, Velma i Pan - podoba mi się najbardziej :)
    a tak poza tym, wiersz ma strasznie wielką duszę, młodzież dziękuje

    • Szel _
    • 01 grudnia 2010, 15:41:00

    latajaca tratwa mnie zatrzymala Maracie...czyzby to byl lot balonem?

    • Nata Re
    • 01 grudnia 2010, 18:59:54

    ma swoją głębię i można polatać na tratwie wyobraźni... ona (Velma) na rufie Titanica, on (ja) niczym laleczkę wudu ją porzuca, Marat morderczy trójkąt.
    Można pobujać nad bardziej optymistycznym odbiorem.

  • Krzysztofie: w zasadzie nie wiem co to jest, - kółeczko..tak..przez niesubordynację Dżordża.
    Ależ Pan ujął to drugie, dziękuję jako chłopiec

  • Szel__: Tak było.. na kawałku drewna

    Nata re: Boże, nie wiedziałem, że z Tytanikiem się kojarzy.. Nie może być bardziej optymistyczny :(

  • W zasadzie chciałbym napisać o czym jest ten tekst, ale ciężko to ująć..

  • Chodziło o tę wyznaczoną trasę na zdjęciu - z niewiadomych powodów, przez chwilę zatoczyli bohaterowie wiersza, jakieś takie małe kółko, czy coś. No cóż, w każdym razie - młodość.

  • Bardzo:)

  • Krzysztof: Tak, tak - wiem. Rysując kółeczko powodowałem się niesubordynacją Dż., a może jednak czymś innym :)

    Jarku: Multas (?) gracias

    • . .
    • 02 grudnia 2010, 13:36:27

    Ostatnio byłem u znajomego, który kupił sobie elektroniczny fortepian. Zapytałem go, czy ten elektroniczny się różni od prawdziwego. Powiedział mi coś takiego, że w tym prawdziwym pewnym wysiłkiem jest takie granie, aby dźwięki brzmiały ładnie i szlachetnie oraz że wymaga to specjalnego wyczucia, delikatności kładzenia palców i innych sztuczek, które rozumie ktoś, kto grał na tym instrumencie wiele, wiele godzin.

    Podobnie jest z pisaniem wierszy. Jednym pisarzom wychodzą zdania, które są ciosane bardzo grubo, które po prostu nie brzmią dobrze - inni potrafią tak sterować wydawanymi dźwiękami, że to niezwykle trafnie harmonizuje. Dla mnie przykładem człowieka, który sam z siebie ma niezwykłą harmoniczność wypowiedzi, także wypowiedzi prozatorskiej, jest Miłosz Biedrzycki. U Ciebie Marat nie wiem, jak to jest. Nie wiem, ile w powyższym tekście jest naturalnej Twojej mowy, ile wiedzy, co ma z czym się połączyć, a ile wyciągnąłeś z intuicyjnego słuchu, czytając inne poetyckie wypracowania. W każdym razie tekst ten wygląda z jednej strony na brzmieniowo niebanalny. Może to wynikać z dopracowania, a może z Twojego słuchu - nie wiem. Wybiorę kilka chwytów:

    - Pierwsza strofa zaczyna się od dwóch wersów z rymami wewnętrznymi, co wprowadza od razu taką lekko poetycką nutę. Skądś jednak wiesz, że druga cząstka wersu ma być sześciosylabowa. Wiesz też, że dobrze jest zachować jedność stóp, skoro robisz duże zamieszanie w pierwszych cząstkach (różnią się o 2 sylaby długością). I naturalnie dwie pary rymów częstochowskich od razu wprowadzają nastrój lekko satyryczny.

    - W drugiej zwrotce pierwszy wers z kolei zgrywa brzmieniowo pierwszy wyraz z ostatnim i drugi z przedostatnim ("się śmiała" liczymy jako jeden wyraz). Znowu mamy więc nietrywialne zgranie brzmieniowe, a przy tym nie jest to tak oczywiste - wiedza o tym, że takie zabiegi wpływają w działający, ale niekoniecznie widoczny sposób na czytelnika, jest wiedzą dosyć ezoteryczną.

    - Co ciekawe raczej już nie robisz wewnątrzwersowych zabaw poza początkiem zwrotki (co najwyżej bawisz się częstochowskim rymem). Uspokajasz tam frazę, robisz ją bardziej prozaiczną lub bruleskową. To daje tutaj bardzo dobry efekt, bo rozluźnia tekst, wprowadza w niego przestrzeń, daje też wrażenie nonszalancji, która świetnie pasuje do tematu.

    Świetny, nostalgiczno-bruleskowy tekst :-)

  • Alx, ja też nie wiem jak to jest. Bardzo nie lubię pisać czegoś, co przypomina "wiersze" i choć kilka napisałem w okresie nastoletnim, to staram się tego unikać jak mogę. Niestety czasem mnie weźmie.
    Co do Twojej analizy - to dla mnie czarna magia (czyli ezoteryka nomen omen), kiedyś wyobrażałem sobie, że może przy dobrych wiatrach jakiś krytyk filmowy w podobny sposób zanalizuje np. Alfę Omegę, i przyznam, że czy pozytywnie czy nie - ale sam fakt rozbierania kogoś, pochylenia się, byłby dla mnie miły.
    Pewnie czasem też tak masz, że wstając rano (ale niekoniecznie rano) jesteś przez dłuższy czas w pewnym nastroju, czasami pod wpływem snu, czasami wspomnień, czasami marzeń. Z grubsza można by to nazwać nostalgią, ale..za czym (?). Są w tym elementy tego co było, postacie, jakieś szanse, raczej stracone, jakieś magiczne chwile, które minęły, ale właśnie też jakoś zostały.
    Czuję czasami jak na kanwie takich niedookreślonych wizji - przez nie, ze spodu albo nie wiadomo skąd - przebija się jakieś bardzo intensywne uczuciu - nieskażone - takie, jakie zawsze miało być, od kiedy pamiętam, od dziecka. Można to by różnie nazwać, ale próbuję zrobić coś z tym w opisach..To trochę tak jak np. film "Spaleni słońcem" Michałkowa. Abstrahując od faktograficznej czy politycznej fabuły, mamy tam pewien nastrój: zalane słońcem plenery, jasne drzewo dworku, po którym podróżują promienie słońca. Czuję czasami, że tam jest - mogę być nawet jako dziadek otoczony gromadą wnucząt (co mi zupełnie obce faktycznie).
    Ta intensywność pewnego nastroju, ale nie chodzi mi o jakieś przelotności, sentymenty etc.etc. wydaje się czymś co trwa, jest niezmienne, powraca, jak jakiś wzór..nie wiem.
    A piszę tak jak słyszę i widzę po prostu, nie wiem..
    Wstałem rano, podrapałem się w głowę i chciałem napisać ok. 10 - 15 zdań prozą, ale później przyszła mi do głowy naturalnie korespondująca z wagabundą piosenka i ta melancholia na końcu Chandlera.
    A ten drugi (II)- to już inna rzecz zupełnie, poukładałem ją w
    trochę na siłę jakby wciskając w foremki, 20 - 30 minut (I powstała w 2 minuty)
    Dzięki za słowa

    • . .
    • 02 grudnia 2010, 15:00:31

    Tak, tak - to taka nostalgia przemieszana z burleską. Do tego bawisz się brzmieniem. Świetnie oddajesz ten nastrój, co trzeba. Nad dwójką jeszcze muszę się trochę zatrzymać.

  • Dwójka jest jakaś obojętna. Burleska musi być

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się