Pani Bozia

Autor: Marat Dakunin, Gatunek: Proza, Dodano: 23 grudnia 2010, 12:53:04, Tagi:  bajka kosmogonia teogonia struny pustka kobieta dzieci stworzenie narodziny krew

Z okazji i bez okazji przypominam kiedyś wrzuconą i kiedyś skasowaną "Bajkę o Pani Bozi", coby teolodzy, fizycy i kreatorzy mody też mieli coś dla siebie.
Kto wtedy nie przeczytał, teraz ma szansę, a szansy z dzieciństwa nie powtarzają się często.

 


Przyszedłem zza siódmej góry, przedzierałem się przez siedem lasów i przepłynąłem siedem rzek - przedstawił się Najstarszy Bajarz. Ale opowiem wam historię o tym, jak nie było jeszcze ani gór, ani lasów, ani rzek, ani zamków, ani króli, ani księżniczek, ani rycerzy. Nie było nawet dzieci. Nie było gór, bo nie było dolin, nie było lasów i nie było też nagich polan, nie było rzek, bo nie było górskich źródeł i oceanów gdzie wszystkie rzeki się łączą, króli, księżniczek, rycerzy i nawet dzieci nie było, bo nie było ludzi. Zamków nie było, bo w takim układzie rzeczy były niepotrzebne. Nawet jakby to wszystko czego nie było jednak było, ciężko byłoby coś zobaczyć, nie było bowiem światła. Ciemno jednak także nie było. Nic jasnego nie mogło się wyłonić ani nic mrocznego schować. Nie było światła to i nie było nieba, żeby w nie zadzierać głowę, ani kamieni żeby się o nie potykać ani ziemi, żeby się na nią przewracać. Tam gdzie wznoszą się teraz góry i rosną lasy, i rycerze walczą o księżniczki a królowie dobrotliwie panują poddanym była tylko fałda spódnicy. Prostej, nieplisowanej, nieokreślonego koloru. Bardziej halki nawet niż spódnicy. Była to halka Pani Bozi.

Pani Bozia nie była po prostu panią. Nie była ani żoną, ani córką, ani matką, ani nawet panną. Jej nieuregulowany status cywilny nie mógł jednak wprawić w zakłopotanie żadnego parocha, plebanów rzecz jasna jeszcze wtedy nie było. Swawolnych dzieci, jak mówiliśmy, nie było, nie mogły wyśmiewać się i przedrzeźniać dzieci Pani Bozi, bo i onaż dzieci nie miała. Dodajmy, bo zawsze warto zastrzec, że nie było polityków, którzy mogliby to Pani Bozi wytknąć ani paparazzi, którzy mogli na całej historii zarobić.

Od samego Początku, a byłoby bardzo nieelegancko pytać Panią Bozię o Początek a nawet komentować to i się nad tym zastanawiać, byłoby to przecież w gruncie rzeczy pytanie o wiek, tak więc od samego Początku Pani Bozia spała. Spała bez snów i marzeń.

Tu Najstarszy Bajarz na chwilę przerwał, żeby nabić sobie bezwonną fajkę.
Westchnął. No wiec, słuchajcie. Nie możemy być tak naprawdę pewni, zawiesił głos, czy Pani Bozia w ogóle się obudziła. Ale ponieważ istnieją teraz i góry i doliny i zamki, i płyną rzeki i rosną lasy i rządzą królowie a nawet prezydenci..i można się potknąć na kamieniu i stłuc sobie kolano albo łokieć…wiem, wiem, że to żaden argument, Wy dzieci, szczególnie w dobie wirtualnych gier, możecie sobie jednak pozwolić na skrajny idealizm subiektywny, ale my, starzy bajarze, już nie..(w głosie najstarszego bajarza można było uchwycić nutę smutku).

No więc, no więc -

ożywił się bajarz zaraz jak nuta wybrzmiała, a była to chyba tylko króciutka ósemeczka - no więc.. starzy bajarze opowiadają o tym, jak pewnego razu, ale nie był to ani dzień ani noc, ani nie była to wiosna ani lato ani jesień ani zima, jak pewnego razu właśnie…Pani Bozia się obudziła. Przez chwilę leżała w bezruchu, ale później delikatnie się podniosła, poczuła taką nieskończoną rześkość, że zerwała się na równe nogi i obracając się potoczyła dookoła oczyma bez źrenic. Spódnica Pani Bozi zafalowała kosząc otaczający ją niebyt i rozsiewając dookoła miliony strun naciętej pustki, z których na spódnicę, gorset, a nawet twarz Pani Bozi trysnęła z przeciętej poszewki nicości krew. Krople krwi osiadły w jej pustych źrenicach i Pani Bozia przejrzała. Zobaczyła pustkę pod swoimi stopami, pustkę która oblewała jej spódnicę, pustkę otaczającą jej kibić, wszystko co mogło odbić się w jej krwawych oczach, gdy się schyliła lub rozejrzała. Poprawiła spódnicę, która zafalowała posyłając blaski w przecięte struny, przeczesała się gubiąc gwiazdy spomiędzy jasnych loków. Trwało to długo, bardzo długo, a może krótko, bardzo krótko.. byłoby nieelegancko dopytywać się o to dokładniej, co najmniej tak jak przyśpieszać kobietę w czasie rannej toalety…

W końcu Pani Bozia ziewnęła a gwiezdny puch poszybował na mlecznym oddechu niesiony kosmicznym wiatrem, który wydobył się z jej ust.
I szybował, szybował. Ciągle jeszcze drobinki świata mkną niesione tym oddechem, dalej, dalej i dalej, pomniejszając pustki i powiększając mleczną przestrzeń. Pani Bozia widziała wszystko, co dzieje się wokół, gdyż jej oczy zaschły rozlaną krwią i odbijały zrodzone z przeciętej pustki światy aż po same krańce. Tak jednak jak my nie możemy sami zobaczyć swojej twarzy, tak Pani Bozia nie mogła zobaczyć swojej. Przez chwilę wydawało się nawet, że w ogóle jej nie ma, albo że jeszcze śpi, odpoczywa bez snów i marzeń. Pani Bozia zapragnęła więc się przeglądnąć, żeby zobaczyć swoją twarz.

Nie pytajcie dzieci o to pragnienie, byłoby to równie a może bardziej nieeleganckie jak pytanie o Początek i wiek. Przecież nawet wy, dzieci, wiecie, że każda pani prędzej czy później zapragnie się przeglądnąć. Pani Bozia oddarła więc najbliższy kawałek tego, co pozostało jeszcze pustką (a drąc pustkę przecież niczego się nie niszczy) i rozmazała po nim resztkę niezakrzepniętej krwi. Podniosła to prowizoryczne lustereczko na wysokość swych oczu, ale nic nie zobaczyła. Czy Pani Bozia była rozczarowana, czy była zła, czy zrobiło się jej bardzo smutno? O to nie pytajmy, tego nie nam dociekać, nawet najstarszym bajarzom.

Dość powiedzieć, że lustereczko wypadło z jej rąk i spadając na ostre szczeliny rozdartej pustki rozsypało się w drobny mak. No niezupełnie, zrazu rozpadło się tylko na dwa kawałki, później na 4 i osiem kawałeczków, i tak dalej, rozsypuje się na coraz mniejsze kawałeczki, na miliardy drobinek, aż do dziś. Zafrasowana Pani Bozia schyliła się, by pozbierać drobinki. Zapłakała przy tym, zrobiło się jej bowiem przykro.

Nie pytajcie dlaczego Pani Bozi zrobiło się przykro, może nie byłoby to tak nieeleganckie jak pytanie o Początek i wiek, ale zaufajcie staremu bajarzowi, kobietom się tak czasem robi bez powodu. Czasami można i trzeba je o to zapytać, ale odpowiedź, jeśli padnie, będzie zwykle wymijająca. Tak więc, Pani Bozi zrobiło się na tyle przykro, że przyklęknąwszy nad rozbitym lusterkiem, zapłakała. Jej białe łzy z zakrzepłych krwią źrenic kapały na rodzące się i mnożące drobiny.
I nagle Pani Bozia, zobaczyła w każdym z tych malutkich kawałeczków fragment swojej twarzy. Przetarła oczy i roześmiała się, a w łzach zwilżających każdą cząstkę rozbitego lusterka zaświecił jej uśmiech, uśmiech pomieszany z krwią. Tam gdzie odbijał się fragment nosa Pani Bozi w okruchach odbijała się góra, granitem, zielenią i gołoborzem, dołeczek na brodzie przeglądał się w oceanie a rzeki, rzeczki i strumyki płynęły w odbicu zarysu jej ust. W miriadach drobinek rycerze galopowali na koniach, na tronach w swoich zamkach siedzieli królowie, księżniczki czekały na rycerzy, pary całowały się pod mieszkiem jej włosów a w małżowinach uszu rodziły się różowe dzieci. Szukała jednak Pani Bozia rozbitych drobinek, w których odbiłyby się jej oczy.. Szukała i nie mogła znaleźć. I Pani Bozi zrobiło się żal..

Nie, to nie była taka przykrość, po tym, jak opuściła lusterko, to był dojmujący żal, przy którym nawet największy gejzer łez wysycha jak pustynia. Zrobiło jej się żal wszystkiego, rozdartej pustkii swojej nieplisowanej spódnicy, i gór i dolin,i rzek i lasów i królów, księżniczek, rycerzy i dzieci i nawet nabijanych na kopie szkodliwych i śmierdzących siarką smoków. Było jej żal wszystkiego i wszystkich. Zaczęła układać rozsypane drobinki, a ponieważ ciągle rozsypywały się i rodziły nowe, układa je dalej. Była to żmudna praca, tak żmudna, że Pani Bozia, zbierając drobinki nie myślała już o zaginionym odbiciu jej własnych oczu, niczego już nie pragnęła i żal stopniowo wygasał, przeganiany kosmicznym wiatrem. A gdy ostatni podmuch odsunął ostatni żal Pani Bozia poczuła czułość miłości. Bez początku i końca pokochała swoje rozsypane odbicie, choć nie mogła przejrzeć się w swych oczach.

Drogie dzieci, nie pytajcie jak to jest jak Pani Bozia kocha, może nie jest to nieeleganckie pytanie i być może odpowiedź na nie jest bardzo prosta, ale nawet ja, Najstarszy Bajarz nie umiem tego wypowiedzieć.

Nie pytajcie też drogie dzieci o koniec, że o początek nie wypada to już wiecie. Niektórzy, o wiele młodsi bajarze mówią, że Pani Bozia dalej klęczy zbierając swoje odbicie i dalej szuka swych oczu, a gdy je odnajdzie, zaschnięta krew źrenic skruszeje i wszystko, co żyje w rozbitym lusterku wróci do łona oczodołu. Niektórzy twierdzą, że Pani Bozia już dawno się podniosła i zasnęła, zostawiając rozbite lusterko zawieszone na strunach rozdartej pustki, albo nawet, że nigdy się nad rozbitym odbiciem nie pochyliła. Niektórzy utrzymują i opowiadają, że odnalazła w końcu swe oczy i zakochała się bez pamięci w swym wnętrzu, podążając za promieniem, który zaglądnął w pusty oczodół i przepadł bez wieści. Są też tacy, którzy mówią, że nie było żadnego lusterka a Pani Bozia nie wiedząc o sobie samej śpi wciąż bez snów i marzeń…Ale skąd wtedy tyle krwi? Są przecież i tacy, co mówią, że nie było żadnego żalu a była i jest tylko krew. Są bajarze, którzy zaklinają się, że Pani Bozia kocha przeglądać się w krwi. Na koniec są i tacy, którzy opowiedzą wam, że Pani Bozia nie była panią albo że nie tak miała na imię albo że była tylko spódnica, wyprasowana i gładka, a może nawet plisowana, a może nawet były to spodnie.

Ale co to za bajarze - lekceważąco skrzywił się Najstarszy Bajarz i zaciągnął się bezwonną, zupełnie dla dzieci nieszkodliwą, fajką.

Komentarze (5)

    • Nata Re
    • 23 grudnia 2010, 17:32:37

    Marat muszę jeszcze raz:):):) bardzo mi się podoba, wkręciłam się jak dziecko.

  • oj, tak.

  • Maracie czytałem poprzednio, ciągle pod wrażeniem. Bardzo.

  • Pani "M", tak? :)

  • A takie starocie Jarku. Ale ciepławe, mimo wszystko. Nata, uśmiech :->

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się