Pod podszewką snów

Autor: Marat Dakunin, Gatunek: Scenariusz, Dodano: 02 listopada 2010, 21:20:12, Tagi:  pod podszewką snów film dokumentalny film obe wiara bóg dusza sny doświadczenia poza ciałem świadome sny

 

Scenariusz filmu dokumentalnego jest czymś dziwacznym. Zakłada pewien plan, stelaż, ale nie wiadomo przecież, jak rzecz się potoczy..Tak, ja nie wiadomo, co danej nocy się nam przyśni..

 

Przynajmniej, jeśli mamy na myśli uczciwy dokument i normalny sen. Ale co to właściwie znaczy? Niektórzy mówią, że filmy fabularne, czysta fikcja, są uczciwsze – nie próbują udawać nawet jakiejś obiektywności w przedstawianiu faktów.
A dokument – często jest tylko subiektywnym zapisem, chwili, tego, jak ktoś coś widzi, czasem nawet celowo zmanipulowanym. Częste są dyskusje etyczne o dokumencie, znane przykłady: fotografa, który robi zdjęcie ofiarom wojny, zamiast im pomóc, filmowców, którzy utrwalają ostanie chwile pijaka czy narkomana, zamiast..No, właśnie, zamiast co? Czasem przecież nie można nic zrobić, a zostawić świadectwo można – tak się myśli, niekiedy. W tym wypadku jednak nie mamy do czynienia z podobnymi dylematami natury etycznej. Mamy raczej dylematy..metafizyczne.

 

Czy istnieją jakieś dowody na inny świat, ten niematerialny, duchowy?
W zasadzie nie. Czasem – jakieś prywatne, o różnym stopniu dziwaczności, nie podlegające naukowej, racjonalnej, falsyfikacji. Niektórzy mówią, że mieć ich nie możemy – bo poznanie tego „innego świata” odbywa się podług zupełnie innych prawidłowości, niemożliwych do powtórzenia w kontrolowanym, opartym o obowiązujący paradygmat, eksperymencie.

 

Jest jeszcze inny aspekt sprawy – pewny dowód na istnienie chociażby: życia po śmierci wyłączyłby w pewnym sensie i wiarę i ludzką wolność. Bo, skoro mielibyśmy pewność – perspektywa tego „poza” stałaby się naturalna jak wybory parlamentarne co cztery lata. Stracilibyśmy możliwość wiary i wolności – raczej kierowałby nami czysty strach lub czysta żądza lepszego życia potem. Dlatego w tych sprawach pewny dowód byłby wręcz rzeczą niepożądaną, niszczyłby prawdziwie humanistyczną wiarę, nie opartą o strach przed karą czy chęć zasłużenia na nagrodę, a opartą o pewne oczywistości serca, o bezinteresowną miłość.

 

Jak pisał Whitehead – religia jest tym, co każdy robi ze swoją samotnością.

 

Podróże poza ciałem, doświadczenia duszy poza ciałem, świadome sny, dziwne wizje w stanie śmierci klinicznej – są faktami. Oczywiście nie są żadnymi dowodami na obiektywne istnienie „czegoś poza”. Mogą być specyficzną projekcją mózgu, warunkowaną procesami biochemicznymi, mogą być czymś innym.

 

Liczy się coś innego. Ludzie, których poznałem, których łączy praktykowanie „OBE” – są, w większości, inni. Mniej materialistyczni. Radośniejsi. Podchodzący do różnych, mniej czy bardziej przyziemnych spraw życia (instytucjonalnej religii, polityki, codzienności) w sposób otwarty, nieuprzedzony, taki sympatycznie..ludzki.

Dokument oparłem na bliskim kadrach. Chciałem, by przy tego rodzaju tematyce, widać tam było szczerość.

 


 

 

OBE (ang. out of body experience, doświadczenie poza ciałem), czasami kojarzone też z tzw. LD (świadomym snem) - to wrażenie postrzegania świata spoza własnego ciała fizycznego. Osoby będące w stanie OBE twierdziły, że mogły się poruszać, dokonywać obserwacji i komunikować z innymi istotami inteligentnymi podczas gdy ich ciała spoczywały nieruchomo. Część osób doświadcza jednego lub kilku krótkich epizodów w ciągu życia bez wyraźnych przyczyn; inni zaś deklarują umiejętność wywoływania ich świadomie, np. za pomocą medytacji. W świetle nauki opuszczenie ciała przez świadomość jest nierealne i teoretycznie niemożliwe, a doświadczenia tego typu odbywać się mogą tylko w obrębie ludzkiego mózgu, mimo iż ich pozorny realizm sugeruje coś innego.

 

Nie ma sensu rozwodzić się tutaj szerzej czym jest OBE (lub OOBE; Out of Body Experience), LD(Lucid Dream) czy też NDE (Near Death Experience). Po wpisaniu każdego z tych skrótów lub terminów do przeglądarki Internetu wyskoczy mnóstwo wyników. Różne informacje podaje też wikipedia.


Oddajmy głos Piotrowi:

 

- Inaczej człowiek postrzega teraźniejszość i przyszłość. W ten sposób można to określić. Jest to…mniej więcej podobne do tego co piszą w książkach o… opuszczaniu życia, "życie po życiu" ale są to inne doznania, bo są to doznania które człowiek samemu osiąga, albo spontanicznie albo planowo.

- Odbieram obecnie ciało fizyczne jako w cudzysłowie garaż dla duszy. Jest to okres przejściowy, teraz jestem tutaj w ciele fizycznym, za jakiś tam czas będę sobie latał i szukał innego garażu. Tutaj przyszedłem doświadczyć pewnych rzeczy,konkretnie uczuć, a gdzie indziej doświadczam czego innego.

- Ja będąc na takich zlocie OBEMANIAKÓW w Krakowie poznałem człowieka, który trzykrotnie przechodził śmierć kliniczną,dwukrotnie był bardzo zadowolony, że go lekarze przywrócili do życia, a za trzecim razem jak go przywrócili do życia to z pięściami się na nich rzucił. I miał do nich potworne pretensje, że tak się stało, jak się stało. Ale zaczął się po tym trzecim wypadku interesować podróżami astralnymi, miał bardzo duże osiągnięcia w tym temacie, miał bardzo dużo tzw. odzyskiwań czyli jakby przeprowadzania dusz na drugą stronę..Dla niektórych osób może się to wydać zupełną abstrakcją..ale tak się dzieje.

A teraz oddajmy głos Darkowi:

 

 

- To była taka miłość. Wiedziałem, że to jestem ja. Od razu wiedziałem. Ciężko to wyjaśnić. Kurna, język sobie można połamać.

Wiedziałem, że ta kula świetlna, która mnie tak ogrzewała, to byłem ja. Ale tak, ja jestem ten który płacze i ten który świeci równocześnie..No, taka analiza mi się włączyła..

 

Doświadczenia poza ciałem polegają zatem, w największym skrócie, na wrażeniu, iż nasza świadomość wychodzi poza ciało, postrzegamy świat niejako spoza naszej fizyczności, niekiedy widzimy nasze ciało fizyczne spoczywające na łóżku. W takim, jak to się określa „astralnym świecie” możemy podróżować, zwiedzać, doznawać emocji, obserwować, rozmawiać z żywymi i umarłym..i dużo, dużo więcej. Przy NDE dochodzą znane prawie wszystkim raporty o „świetlistym tunelu” itd., Lucid Dream polega natomiast na odzyskaniu świadomości we śnie, którym można przez to kierować (decydować o jego treści, wrażeniach).

 

Trochę nauki.

 

Tutaj można by dużo.

Nauka jest oczywiście jak najbardziej sceptyczna. Teorie wyjaśniające podobne stany odwołują się albo do specyficznego stanu fal mózgowych, niedotlenienia mózgu, projekcji wyobrażeniowych, złudzeń itp.

Tymczasem te naukowe teorie też nie są wsparte przekonywującymi dowodami.

 

Pod tym linkiem http://www.horizonresearch.org/sdarticle.pdf znajduje się np. artykuł z renomowanego medycznego czasopisma „Lancet”  (dziękuję Arkadiuszowi Jadczykowi za link), który autorzy kończą m.in. stwierdzeniami:

 

"With lack of evidence for any other theories for NDE, the thus far assumed, but never proven, concept that consci. and memories are localised in the brain should be discussed." "NDE pushes at the limits of medical ideas about the range of human consci. and the mind - brain relation".

 

Pobieżne tłumaczenie: Z powodu braku dowodów na jakiekolwiek (naukowe) teorie dotyczące NDE, które zostały wysunięte, ale nigdy nie udowodnione, koncepcja, że świadomość i pamięć są zlokalizowane w mózgu jest kwestią dyskusyjną, otwartą.NDE rozszerza (zmienia) granice nauk medycznych dotyczące zakresu ludzkiej świadomości i relacji mózg – umysł.

Społeczność w Internecie

 

Ciekawym fenomenem jest ilość (i aktywność na nich) polskojęzycznych stron i forum internetowych poświęconych OBE, LD, NDE, czy też tzw. odzyskiwaniu Dusz. Na forach tych, pasjonaci, od lat 14 do 70 ciągle wymieniają się doświadczeniami, inspiracjami, swoimi domysłami i teoriami.

 

Przykładowe fora:

http://www.oobe.pl/

http://www.obeforum.pl/
http://www.focus-x.org/

http://www.afterlife-knowledge.com.pl/forum/


Społeczność

 

 

Niektórzy eksperymentujący ze świadomym wywoływaniem zjawiska OBE tworzą pewne społeczności (czasem mówią o sobie: OBEMANIACY), spotykają się (niekiedy na zlotach), dyskutują, wymieniają doświadczeniami. Czy tworzą sektę? Nie wydaje mi się. To wymiana indywidualnych doświadczeń, brak guru, narzuconej reguły, raczej odwrotnie: wolność poszukiwania, doświadczania i doświadczania.

 

Co jest fajne? Fajne jest to że ludzie, których połączyła ta pasja są życzliwi, spontaniczni, wrażliwi. Wydają się lepsi..

 

- Kiedy umrę, zobaczę podszewkę świata.
Drugą stronę, za ptakiem, górą i zachodem słońca.
Wzywające odczytania prawdziwe znaczenie.
Co nie zgadzało się, będzie się zgadzało.
Co było niepojęte, będzie pojęte.

- A jeżeli nie ma podszewki świata?
Jeżeli drozd na gałęzi nie jest wcale znakiem
Tylko drozdem na gałęzi, jeżeli dzień i noc
Następują po sobie nie dbając o sens
I nie ma nic na ziemi, prócz tej ziemi?

/Czesław Miłosz/

 

 

KLIK (FILM)

Komentarze (33)

  • ciekawe rozważania. jak ucieczka od życia zastanego. szukanie wrażliwości lepszego świata, a może czegoś czego nie rozumiem, jakaś inność?

  • sny sa odzwierciedleniem naszych pragnien...

  • albo fobii

  • a wiersz Milosza cudowny i na miejscu...MARACIE uklon gleboki ,chyle czola

  • Maryla: Po to mamy to życie, żeby tutaj działać, jak najlepiej. Takie poszukiwania, eksperymenty, itd. mogą mieć jednak tę wartość, że pomagają spojrzeć na świat bardziej otwarcie, jeśli nie popada się przy tym w nowy zabobon, może to mieć dobre skutki dla rozwoju osoby.

    Jarosław, Monique: Mogą być. Mogą być też "czyszczeniem pamięci", sumblimacją, projekcją obaw. Teorii snów jest mnóstwo..i żadna nie tłumacząca wszystkiego :)
    Jarosław: Trochę na miejscu..może trochę nie. Kłaniam się i ja :)

  • tak, mam taka świadomość. brak pracy nad swoim wnętrzem prowadzi do stereotypów, odmóżdżenia, ale jej nadmiar może doprowadzić do fanatyzmu, agresji. pomiędzy jednym a drugim biegunem jest cienka niewidoczna kreska.

  • No cóż, ponoć droga do nieba nie jest szeroka i wybrukowana :)

  • oj nie jest a ostatnio coś mi się zdaje ze bliżej mi w zaświaty.Podszewka snów mnie zaczyna wciągać...

  • Jarku, podszewkę się wypruje, a w zaświatach zimno. a wiosna znowu przyleca ptaki i zakwitną bzy.

    • . .
    • 03 listopada 2010, 11:40:15

    Zapewne we wszystkich teoriach snów ziarna prawdy. Tamat OBE-LD-NDE bardzo ciekawy - kto nie doświadczył, kto nie wierzy - zracjonalizuje, zmaterializuje i no problem :) A mnóstwo jest spraw, które się nie śniły w naszej (akademickiej) filozofii. Oczywiście warto być ostrożnym-uważnym, bo w tego typu dziedzinach, oprócz osób kompetentnych i życzliwych, działają również ludzie nie znający się na rzeczy, nieuczciwi, złej woli; nie mówiąc już o lekkomyślnym podejściu do świata duchowego, bawieniu się w okultyzm - ostatnimi czasy egzorcyści i inne osoby praktykujące "zabobony" mają więcej roboty niż dawniej. Wydaje się, że przodkowie mieli znacznie większe pojęcie, choćby intuicyjne, o tzw. świecie niewidzialnym; a dzisiejsi "mędrcy" kpią z ich "głupoty"; nauka zajmuje się przede wszystkim materią, a to wycineczek rzeczywistości. "Czucie i wiara więcej do mnie mówią, niźli mędrca szkiełko i oko" - czyli zaprzęgnięcie rozumu w służbę serca.

  • Mam też dłuższą wersję tego filmu, tam pojawiają się nawiązania do starożytności, np. niektóre eksperymenty z "OBE" Pitagorasa. Ja OBE miałem w dzieciństwie, a później, niejako spowodowany lagiem czasowym w Australii. Wpadnięcie w ten stan jest dla mnie stosunkowo łatwe, wykorzystując paraliż przysenny. Wrażenia ciekawe. Nie przesądzam o wartości poznawczej. Eksperymentów w zasadzie zaniechałem. Niektórzy słuchają też dźwięki zestrajające półkule mózgowe (hemi - sync z instytutu Monroe). No coż, kiedyś znajomy dr botaniki, nieżyjący już Żyd, opowiadał mi jak wychodził z ciała. Ciekawe było to, że wiedział pewne rzeczy, których w zasadzie wiedzieć nie mógł..Ale..dużo by takich opowieści :)

    • . .
    • 03 listopada 2010, 13:42:06

    No właśnie. Opowiada się "w kuluarach", a niech ktoś spróbuje publicznie - śmiech na sali, przemilczenie, co najwyżej - życzliwe zignorowanie. To jednak "fantastyka", herezja (dla części środowisk naukowych i kościelnych), którą należy odłożyć do szufladki New Age - i pozamiatane :)
    A jednak wśród naukowców i kleru też są eksperymentatorzy (milczenie jest złotem) :)

  • Ho, i to nie tacy eksperymentatorzy. W Rosji się trochę robiło na ten temat. Armie natomiast raczej pracują nad NLP, i innymi cudeńkami, ale to tajne.

  • Kler, UFO i teorie wymiarów Heima - można sprawdzić Ojciec Andreas Resch (chyba tak - b. ciekawe)

  • Nt temat (wcześniejsze i późniejsze notki o Reschu):
    http://arkadiusz.jadczyk.salon24.pl/66565,spozniony-nekrolog

    • . .
    • 03 listopada 2010, 18:15:49

    Andreas Resch - redemptorysta! :)
    http://arkadiusz.jadczyk.salon24.pl/66546,zwierzeta-mowia-ludzkim-glosem
    W Polsce paranormalogią zajmuje się m. in. Bolesław Pylak, emerytowany arcybiskup lubelski :) http://www.nieznanyswiat.pl/images/stories/artykuly/pylak-wywiad-razem.pdf

    • . .
    • 04 listopada 2010, 09:46:36

    Marat, ja jestem z tych, którzy mają doświadczenie transcendentalne. Ktoś zapowiedział kilka rzeczy z mojej przyszłości, które się zdarzyły. Więc ja aktywnie wierzę w świat transcendentalny. Gdy piszę o aniołach, to wierzę w anioły i mam do tego przesłanki podobnie mocne jak do wiary w atomy. Myślę, że nauka powinna się zająć poważnie badaniem takich fenomenów.

    Stwierdzenie:

    "Dlatego w tych sprawach pewny dowód byłby wręcz rzeczą niepożądaną, niszczyłby prawdziwie humanistyczną wiarę, nie opartą o strach przed karą czy chęć zasłużenia na nagrodę, a opartą o pewne oczywistości serca, o bezinteresowną miłość."

    wydaje mi się przesadzone. W niektórych historycznych realizacjach naszej kultury może pewnego dowodu istnienia Boga nie było, ale była kulturowa pewność (co jest ważniejsze jako podstawa wyborów moralnych), i jakoś nie było to przeszkodą do realizacji "humanistycznej wiary".

    • . .
    • 04 listopada 2010, 09:47:35

    A tak ogólnie - bardzo ciepły jest ten materiał (tekst i film). Cieplejszy niż poprzednie.

  • bardzo interesujący opis, pięknie otwarty tekstem miłosza, sprawił, że byłem ciekawy filmu. ale film nie podoba mi się - ładna muzyka, która niestety (dlaczego ona jest obecna niemalże cały czas, stając się jakimś absurdalnym komentarzem do tego co na ekranie) sprawia, że ogląda się to jak program na tvn garściami czerpiący z archiwum x, co podbijają dodatkowo prześwietlenia zdjęć i glowingi na napisach... nic nie zostało ze wspaniałej atmosfery tych zlotów i miłym, ciepłym usposobieniu tych ludzi, o których pisałeś.
    o intymności - dużo bardziej intymne były kadry z chasydami, gdzie zbliżeniom twarzy i ważnym słowom towarzyszył zgiełk i te fragmenty "scenografii", gdzieś w prześwitach, niż ta "tajemniczość" pod podszewką.
    kilka wpadek - kiedy facet mówi o wieku na zlotach, a Wy filmujecie jego usta - staje się to jakimś wyznaniem kompleksów - nie potrzebnym dla filmu, intymnym z innej bajki, szczególnie, że później widzimy, jak idą wszyscy i tylko on jest wyraźnie "starszy". dla mnie zgrzyt. jak zmiany kadrów - nie lubię tego w dokumentach - tautologiczne z dramaturgią opowieści, albo całkowicie od czapy.
    nie wiem jakie są kryteria "sekty" (guru?), ale coś tu jest nie tak - przede wszystkim w jeżyku. dwie osoby w tym filmie używają sformułowania "garaż dla duszy" jakoby było ich własnym - metaforą osobistych odczuć. poza tym bardzo wyraźny katalog "wtajemniczeń" i ich nazewnictwo. dochodzi do tego przejawiające się cały czas: to moje doświadczenie, nikt mi nie wmówi, że tego nie przeżyłem; kto tego nie przeżył ten nie wie - jest to ewidentne zaproszenie do wtajemniczenia, do próby znalezienia się w kaście. no i sprawa guru - każdy z nich ma guru przecież, guru w tym wypadku to ktoś, kto ma więcej doświadczenia w tym wszystkim, kto cię prowadzi, wtajemnicza, pomaga, wspiera - przewodnik. wiadomo, że na zlocie guru jest brodacz w lenonkach, bo ma najwięcej doświadczenia (idzie na czele, niesie flagę), a od czasu do czasu przyjedzie z ameryki koleś co trzy razy umierał i on jest guru brodacza itd. - prosta hierarchia.
    po przeczytaniu opisu nie myślałem o tym wszystkim, ale po obejrzeniu filmu - głównie o tym. boję się, że zrobił pan film propagandowy, panie Maracie.
    pozdrawiam

  • Alx, no tak, była kulturowa pewność, co też nie przeszkadzało realizacji zbrodni. Pewność zatem czegoś np. oddalonego czasowo nie jest doskwierającą pewnością.

  • Film jest w pewnym sensie kompromisem, nie chciałem zrobić kolejnego hermetycznego filmu dla siebie, ale coś do oglądania i też dla uczestników zlotu. Pewne wygładzenia obrazy i glowy są ukłonem w kierunku "amerykańskości" przedstawiania tematu, choć oczywiście nie wrzuciłbym (bo bym się brzydził) tego rodzaju patentów jak wizualizacje 3D, latające struktury itd. Dlatego oparcie rzeczy na gadających głowach i bliskich kadrach. Takiej plastikowości tematu nie ustrzegają się amerykańskie quasinaukowe produkcje wg mnie np. What the bleep we know (i Rabbit Hole).

    Atmosfera zlotu..To nie miał być film o zlocie, jedynie był kręcony przy okazji zlotu. Na YouTubie jest trochę filmików ze zlotów, czy da się je oglądać i czy jest tam zachowana atmosfera - może i jest, ale mi się wydaje, że mogę je oglądać tylko uczestnicy (tak jak videorertaż z wycieczki szkolnej czy wesele z zamiłowaniem odlądają tylko uczestnicy). Wg mnie film jest wypośrodkowany, tzn. zachowuje pewne znamiona dokumentu artystycznego, robi mały ukłon w stronę łatwości i gładkości ale jednocześnie jest dość zjadliwym przedstawieniem tematu dla każdego. Oczywiście, jak to zwykle bywa, z tego materiału który zamierzałem nakręcić nakręciłem 30% i pewne sprawy nie wyszły najlepiej, zmontować trzeba było to co było.

    Muzyka..jest dość cicho w tle, nie wydaje mi się, żeby przeszkadzała. Muzyka jest ściśle związana z tematem, to utwory kompozytora stworzone właśnie do medytacji, towarzyszące niejako astralowi. Na samym końcu pojawia się fragment dźwiękowy służący do synchronizacji półkul mózgowych.

    I jeszcze:
    "nic nie zostało ze wspaniałej atmosfery tych zlotów i miłym, ciepłym usposobieniu tych ludzi,"

    Szkoda, że tak odbierasz - mi się wydaje, ze szczerość jak najbardziej została (także pewna - nieukładana chaotyczność) - masz tam gdzieś np. deklamację wyuczoną?

    "jak zmiany kadrów - nie lubię tego w dokumentach - tautologiczne z dramaturgią opowieści, albo całkowicie od czapy"

    Nie wiem o co chodzi. Po prostu różnorodność, wymieniami obrazów z 2 kamer. Nie wiedzę tam niespójności. Montaż jest synchroniczny w miarę.

    "używają sformułowania "garaż dla duszy" jakoby było ich własnym"

    Nie rozumiem, a nie mogą?

    "atalog "wtajemniczeń" i ich nazewnictwo"

    Jako ciekawostka. Różne grupy sobie takie tworzą. Forum modelarzy kolejek ma swoje..itp.

    Co do zaproszenia do sekty, propagadny itd. - może i coś w tym jest, ale wg mnie troche jednak przesadzasz. Zresztą, jeśli np. kręci się dokument o Szopenie - propaguje się muzykę Szopena. Od tego nie uciekniesz. A taka propaganda to nic złego.
    pozdrawiam

  • nie mam czasu wnikliwiej odpisać, ale odpiszę (konkretyzując cytowane przez Pana fragmenty mojego komentarza). możliwe, że przesadzam z sektą - napisałem: naszło mnie to po obejrzeniu filmu, kiedy spodziewałem się, że wróci do mnie Miłosza wiersz i kolejne światy zostaną otwarte ;)
    pozdro

  • Hm, ten wiersz Miłosza tutaj jest na wyrost, jeśli chodzi o film (mniej jeśli chodzi o tekst powyżej - nie wiem czy się zgodzisz). Mam tego świadomość. Ten wiersz powinien spinać coś więcej. Film w zamierzeniu był I częścią cyklu (pisze tam: czI Obenauci)

  • zgodzę się - jeśli chodzi o tekst powyżej - jest na miejscu, a jeśli chodzi o film, to, moim skromnym, nie przystaje.

  • szczerość została, ale jakaś "zaszczuta" - to za mocne określenie, ale obrazowe - tajemniczością cichutkiej muzyki, półmrokiem i nieśmiałością szczerych (oczywiście) słów uczestników zlotu. chodziło mi o:

    "Ludzie, których poznałem, których łączy praktykowanie „OBE” – są, w większości, inni. Mniej materialistyczni. Radośniejsi. Podchodzący do różnych, mniej czy bardziej przyziemnych spraw życia (instytucjonalnej religii, polityki, codzienności) w sposób otwarty, nieuprzedzony, taki sympatycznie..ludzki."

    - z tej zapowiedzi niewiele zostało w filmie.

    odnośnie kadrów:
    jeśli operujesz dwoma kamerami, to ich różność i montaż jest materią twórczą (tak uważam) i obie te kwestie powinny być ściśle związane z "światem przedstawianym" - one ten świat kreują. zmiany ujęcia często odbierałem jako nieuzasadnione, a wręcz wybijające, burzące dotychczas wybudowany "świat" (nastrój - nagłe zmiany z bliskiego planu na średni; spójność wypowiedzi - w połowie wypowiedzi zmiana kadru, która nijak się ma do słów, sposobu mówienia itp.).
    pisząc o tautologicznej dramaturgii mam jeszcze na myśli: mowa o dłoniach, więc pokazujemy dłonie.

    reszta przytaczanych przez Ciebie fragmentów mojego komentarza dotyczy przemyśleń na temat "mechanizmów sekty", do których to przemyśleń zainspirował mnie Twój film.
    podawałem te mechanizmy i przykłady zaczerpnięte z filmu. stąd:
    - guru (mechanizm gurowania na zasadzie hierarchii budowanej z ilości "przeżyć" i doświadczenia z nimi związanego);
    - przynależność (trzeba być wtajemniczonym albo chcieć wtajemniczenia);
    - grupa (wiąże ich odrzucenie tematu przez naukę, czyli wykluczenie lub nieprzystosowanie do najszerzej rozumianego społeczeństwa z powodu przeżyć i emocji, które są rozumiane i akceptowane jedynie przez członków grupy, społeczności obe);
    - wykreowanie "nowomowy", własnego systemu znaków (stąd przykład "garażu dla duszy" - sformułowania padającego dwa razy w tym filmie).

    różnica między sektą, a społecznością? jak już pisałem - takie naszły mnie przemyślenia, a nie wiem jaka jest definicja sekty... ale własnie sprawdziłem na wikipedii:

    "Sekta (od łac. secta – kierunek, droga, postępowanie, zasady, stronnictwo, nauka, od sequi – iść za kimś, postępować, towarzyszyć lub łac. seco, secare – odcinać, odrąbywać, odcinać się od czegoś) - grupa społeczna stanowiąca odłam wśród wyznawców jakiejś ideologii."

    i moim zdaniem jest to niebezpiecznie bliskie tej grupie ludzi.
    jest to "kierunek, droga" rozwoju, moim zdaniem, pseudo duchowego, która polega na tym, że "idzie się za kimś", "towarzyszy" (guru w formie, w jakiej opisywałem powyżej) i "odcina" od "świata materialnego" (ciekawy jest ten facet, który, jeśli dobrze pamiętam, mówi o tym, że rzucił pracę itd.).
    reszta definicji (http://pl.wikipedia.org/wiki/Sekta) nie przystaje w tak jasny sposób (trzeba by było uznać obe za praktyki religijne - niezgodne, przeciwstawne do oficjalnych - zawsze można pod religię podstawić naukę, w końcu najnowsze teorie fizyki - nie przytoczę, bo moje pojęcie jest nikłe, jeśli się mylę, proszę sprostować - również opierają się na wierze; herezję wobec nauki!), co stawia moją teorię jako nadinterpretację albo wręcz teorię spisku! ;)
    pozdro


  • Odpowiem późnym wieczorem, dzięki za bogate uwagi. Co do sekty - to może patrzę na to luźno,bo mnie by raczej żadna sekta nie wciągnęła, za bardzo jest g(b)uru-owaty ;-)

  • Zanim odpowiem Antkowi, przypomniał mi się sympatyczny i dość ogólny fragment z książki głównego propagatora Obe Roberta Monroe. Może komuś się przyda, bo jest nie tyle astralny, co życiowy.

    ....Główna przyczyna ludzkich kłopotów związana jest z Prawem Zmiany. Wszystkie ludzkie konflikty wiążą się z tym prawem. Niektórzy martwią się, że czeka ich zmiana, inni – przeciwnie – martwią się, że zmiana nie nastąpi. Wojny prowadzi się, by uniknąć zmiany lub by ją przyspieszyć.
    Na poziomie indywidualnym przejawem tego są różne formy niezdecydowania. Pojawia się lęk, boimy się konsekwencji każdej decyzji lub czynu. W miarę jak zwleka się z podjęciem decyzji, odkłada się ją, wzrasta napięcie. W rezultacie we wszystkich częściach ludzkiego organizmu gromadzą się toksyny, powstaje choroba lub znaczne obniżenie sprawności działania. Niezdecydowanie jest zabójcą.
    Rozważmy – ogólną z uproszczoną – statystykę podejmowania decyzji. W przypadku podejmowania każdej decyzji istnieje 50 procent prawdopodobieństwa, że dokona się właściwego i konstruktywnego wyboru. Jeżeli wybierze się właściwą drogę, to nie ma problemu. Jeżeli natomiast dokona się niewłaściwego wyboru, wkrótce stanie się to widoczne. Istnieje wtedy 50 procent prawdopodobieństwa, że będzie można dokonać zmiany i wybrać właściwą drogę.
    Wobec tego jest tylko jedna możliwość na cztery, że powzięta decyzja będzie nie do naprawienia. Na przestrzeni dziejów ludzkość podejmowała większość ważnych decyzji przy szansach mniejszych niż jeden do trzech. Niektóre z nich podejmowano – z wynikiem pozytywnym – przy szansie jeden do dwudziestu.
    Aby oddalić się od zerowego punktu niezdecydowania, przyjmij, opierając się na szansie jeden do trzech, że jakiekolwiek działanie lub decyzja będzie lepsze niż żadne. Żeby przedsięwzięcie to uczynić możliwie bezbolesnym, wykonaj następujące czynności:
    Zrób listę A. Umieść na tej liście wszystkie swoje zmartwienia, lęki i kłopoty, którym nie jesteś w stanie zapobiec. Nie możesz nic zrobić, aby wpłynąć na jutrzejszą pogodę; będzie padał deszcz, śnieg, będzie zimno lub ciepło i podjęte przez ciebie działanie nic nie zmieni. Jeżeli jest coś, czemu nie możesz przeciwdziałać dziś, umieść to na liście A.
    Zrób listę B. Umieść na niej wszystkie swoje zmartwienia, lęki i kłopoty, w stosunku do których możesz podjąć jakieś działanie dziś. I zrób coś, niezależnie od tego, czy będzie to mała czy duża rzecz.
    Zrób listę C. Umieść na tej liście wszystkie swoje potrzeby, nadzieje, pragnienia, które chciałbyś zrealizować – i to bez względu na to, czy są one duże czy małe. Dzisiaj wykonaj następujące czynności:
    1. Weź listę A i zniszcz ją, a czyniąc to usuń ze swej świadomości wszystko, co tam napisałeś. Po co masz tracić energię na martwienie się czymś, na co nie możesz mieć wpływu.
    2. Weź listę B i zrób coś, choćby niewielkiego, aby zacząć rozwiązywać spisane na niej problemy. Wiele spraw można rozstrzygnąć natychmiast i uwolnić się od nich oraz usunąć je ze świadomości. Napór innych zmniejszy się, gdyż coś zaczęło się dziać, decyzja została podjęta.
    3. Weź listę C i uczyń chociaż jedną rzecz, małą lub dużą, by przyspieszyć realizację przynajmniej jednej sprawy.
    Wykonuj całą tę procedurę codziennie, dopóki nie Zlikwidujesz listy A oraz B, a wówczas całą swoją energię i świadomość będziesz mógł poświęcić temu, co znajduje się na liście C.
    Wtedy żyjąc spokojnie osiągniesz cel swego ludzkiego Życia.

    KLIK!
    Zwinąłem rotę i wsunąłem w siebie, po czym zwróciłem się do Billa. (Bardzo dobre. Wydaje mi się znajome.)
    Bill sfałdował się. (Powinieneś to znać. Musiałeś zetknąć się z tym kilkaset lekcji temu.)
    Otworzyłem się. (Bill, jeżeli do was nie należę, to dokąd mam iść?)
    (Nie wiem. Nie mam najmniejszego pojęcia.)
    (Muszą być szkoły dla takich odmieńców jak ja.)
    Bill sfałdował się. (Jestem pewien, że są. Teraz muszę zrobić obchód. Wpadnij z wizytą, jeśli będziesz mial ochotę. Znajdziesz mnie dwa pierścienie dalej.)
    Otworzyłem się szeroko. (Oczywiście. Bill.)
    Odwrócił się i zniknął w tłumie szarych postaci. Ponieważ nic mnie tu już nie interesowało, więc obróciłem się i dałem nurka w kierunku ciała. Połączenie odbyło się normalnie.

  • Zmiany ujęcia kamer miały po prostu ożywić stabilność gadających głów, na których przecież film jest oparty, rzeczywiście są one dość losowe, ale nie zawsze. Co do dłoni - no tautologia tautologią - ale tak się najczęściej właśnie robi. Więc w tych elementach chciałem po prostu ożywić w szkolny sposób film. Może też przesadziłem z filtrami barwnymi, ale zamysł ten sam - nie możemy kolorowego przeżycia pokazać dosłownie, to dodamy różnorodonych barw filmowi (stąd też niektóre b. kontrastowe, niektóre nie - różna poetyka kolorystyczna).

    Co do sekty - Twoje uwagi nie są pozbawione sensu. Niebezpieczeństwo pseudoduchowości też i ja widzę. Tylko czy "tradycyjna sekta" jakim jest zorganizowana religia nie oferuje pseudoduchowości (i to skostniałej, nie praktykowanej) w przeważającym i to jeszcze roszczącym sobie wpływ na szerokie spektrum społeczne i państwowe wymiarze?
    Te wypowiedzi np. o rzuceniu pracy, czy nie myśleniu tam o emeryturze - to takie element dla mnie komiczny trochę - taki luz. Nie chodzi o to, żeby rzeczywiście rzucić pracę, raczej o to, by się uwolnić od przytłoczenia materią na codzień, wtedy i praca sprawiać będzie więcej radości.
    Co do nauki - tak, pewna wiara w paradygmat obowiązujący występuje. Gdy dojrzewa sytuacja do..nowej wiary. Zresztą jak to się wszystko obraca - różnie się to analizuje (Feyerabend z pozycji "antyhing goes", Kuhn rewolucji stadiami, Popper jeszcze inaczej, Lakatos itd.)
    Ciekawe, że - popatrz - ten artykuł z Lancetu po prostu został przemilczany.

  • co do "tradycyjnej sekty": i tak, i nie. chyba każda sekta i każda religia zakładając autorefleksję na temat duchowości w "dialogu" z doktryną i... wiarą(?) prowadzi do "ruchu" -> drogi.
    nie mam siły "w tej chwili" wchodzić w to głębiej (skostniałem?),
    a odnośnie Lacetu - bariera językowa.

  • Popatrzmy na buddyzm, tam nikt odgórnie nie narzucał co jest kanonem a co herezją czy już sektą, różne drogi rozwijały się swobodnie, a KK jak się związał z władzą kolejnymi soborami tworzył kanon, z różnych przyczyn.
    Natomiast ja bym definiował sektę (rozumianą pejoratywnie) raczej przez to, że duchowość tam serwowana jest pozorna, a celem sekty jest sterowanie zwykle w interesie jakichś, zwykle bardzo doczesnych, interesów.

    • Emu Emo
    • 06 listopada 2010, 16:48:01

    ciekawie pisał o OOBE (ang. out of body experience) Robert Monroe, który dał początki badanion nad tym zjawiskiem. powstał instystut im. Monroe'a, w którym stworzono technologię Hemi-Sync (ang. Hemispheric Synchronisation) mającą ułatwiać uzyskiwanie odmiennych stanów świadomości. kiedyś temat ten bardzo mnie zajmował, przeczytałam wszystkie dostępone u nas książki Monroe'a, artykuły i notatki, ale to było tak dawno temu, że jeszcze w internecie nie było prawie nic, a już na pewno takich pigułek informacyjnych, jak ta: http://pl.wikipedia.org/wiki/Eksterioryzacja

    Ken Wilber, jako psycholog interpersonalny i buddysta zajmował się tym zjawskiem w sposób bardziej naukowy i to podejscie najbardziej mi odpowiada, natomiast ezoteryka wg mnie trochę za bardzo ten temat dmeonizuje.

  • Tak, Monroe (jego instytut sprzedaje teraz np. hemi-syncki) to klasyka, proza fantastyczna z pewną dawką niegłupich refleksji, zresztą przytaczam przykład w komentarzu wyżej..(większą dawkę tych niegłupich daje wg mnie Carlos Castaneda). Wilber..coś tam przerzucałem, psycholożki go chyba lubią. I dobrze się prezentuje z tym swoim łączącym podejściem naukowo-duchowym, łysą i kształtną czaszką i romantyczną miłością po śmierci partnerki

  • Natomiast ciekawe praktyczne porady, mniej literatury daje Robert Bruce (Australijczyk), Polskę często odwiedza zaś Bruce Moen o ile pamiętam. Ale teraz w temacie już w zasadzie nie siedzę, nie wiem co dzwonie i gdzie.

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się