Remiks remiksów, cytaty o cytatach, i wszystkiego po trochu w drodze do miłości, to znaczy do niegasnącej wiary, że jej siłą można uchować ją samą od Zmiany [":" - feralny dwukropek, spacja, koma (,)]

Autor: Marat Dakunin, Gatunek: Proza, Dodano: 01 marca 2011, 00:37:12, Tagi:  remiks 2011

 

"Twoja książka jest dobra i oryginalna z tym,

 że te części, które są dobre, nie są oryginalne,

a te, które są oryginalne, nie są dobre"

(Samuel Solomon)

 

Krytyk muzyczny Andrzej Chłopecki (Gazeta Wyborcza, 13-15 sierpnia 2005 r.) przywołuje słowa Max’a Raphael’a: „ Oryginalność nie polega na tym, żeby się różnić od innych, żeby wyprodukować coś zupełnie nowego; chodzi w niej o uchwycenie tego co oryginalne (w etymologicznym sensie tego słowa),
o uchwycenie korzeni zarówno nas samych jak i rzeczy”.

 

Marek Bieńczyk: „zamykania się, przeglądania w cytacie”. Pomiędzy cudzysłowem „ja” się traci a dusza przegląda się w setkach luster, rozbitych na tysiące szklanych igieł, które w niej tkwią.


A ja? Czy wierzę jeszcze, że można myśleć wspólnie i jeśli nie można pospołu odczuwać, dane jest jednak doznać czasem pewnej wspólnoty w samotności?

 

Hermeneutyka każdego tekstu tworzy relacje; autor, czytelnik i tekst jest jednak zawsze niedokończony. Między zastaną wiedzą, doświadczeniem i nadzieją, słusznym i bezpodstawnym przewidywaniem, między dobrodusznym śmiechem i zjadliwą ironią, wolą i potencjalnością, rodzą się chwile obecne, zbyt dalekie wspomnieniom i zbyt bliskie dla marzeń, chwile, z którymi należy się mierzyć.

 

Lost Higway (Zagubiona Autostrada) reż. David Lynch (1997)

 

Fragment scenariusza, tłumaczenie i przypisy Marat Dakunin

 

 

AL
(jeden z inspektorów policji, wezwanych przez Freda i Renee,

ogląda ich dom)

 (to Renee) (mówi do Renee)

 

AL

 Do you own a video camera?

(Macie kamerę wideo?)

 

RENEE

 No. Fred hates them.

(Nie. Fred ich nienawidzi)

 

The Detectives both look at Fred. (obaj policjanci

spoglądają na Freda)

 

FRED

I like to remember things my own way.

(Lubię pamiętać rzeczy po swojemu)

 

AL

What do you mean by that?

(To znaczy?)

 

FRED

How I remember them.

Not necessarily theway they happened.

(Tak jak je pamiętam..

Niekoniecznie tak jak się wydarzyły)

 

 

Mane, thekel, fares !

 

Z punktu widzenia autora, celowym jest umieszczenie w tym miejscu pewnego rodzaju dramatycznego ostrzeżenia. Autor w każdej próbie, nawet losowej, doszukuje się jednej prawdy, a być może jednej straty. Drogi czytelniku, jeśli nie znajdziesz go zbyt lekkim, nie odsądzaj autora od czci i wiary z tego jedynego powodu.

            Jaka to prawda niech czytelnik zbada, czy to prawda, niech czytelnik osądzi. Jaka to prawda, niech czytelnik policzy i zważy. Jeśli znajdzie zbyt lekką, niech rozproszy jak dym z papierosa, jeśli ciążącą, niech zapieczętuje pieczołowicie i przysiada na skrzyni gdzie wilk pogrzebion z przyjaciółmi, sącząc zimne piwo. Jeśli znajdzie swoją wagę niech roztrwoni w życiu…

 


Ale wróćmy do cytatów o cytatach

 

Widzę, że pan dyrektor nie czytał Gertrudy Stein – wypaliłem – artysta potrzebuje akceptacji. Jeśli artysta nie potrzebuje akceptacji, to nie jest artystą. Tata dał mu za to prztyczka w nos i zauważył, że wcale nie jest pewnien czy Gertruda Stein ma rację. Czytałem zbyt wiele, aby z czasem nie zapamiętać tego czy owego, co z czasem mogło mi się wydać moje własne (otóż ja nie czytałem wiele a właściwie nic). Starczało mi usprawiedliwienie Valery’ego, że sztuka zapożyczania równa jest sztuce oryginalności: w rumowisku naszych czasów na oryginalność właściwie nas nie stać.

 

Otóż (ja):  zapożyczenie jest troche jak zapośredniczeniem między symbolem
a pojęciem – tym co kształtuje się w pomiędzy (materią filmu czy wierszami powieści) i daje widzowi czy czytelnikowi ten stan zawiszenia i poczucia zbliżenia się do tajemnicy bądź oddalenia się od przaśności.

 

Czeska biżuteria (rozsypana notatka)

 

Z drugiej strony Montaigne: Większa jest chwała z wymyślenia niż z przytoczenia, uważamy my ludzie natury. Sam przytaczał.

 

I dalej z Montaigne: Filozofować znaczy uczyć się umierać. Później: filozofować znaczy uczyć się żyć.

 

“Okłamujemy przez całe życie – nawet, przede wszystkim a może tylko tych, co nas kochają.

 

Mawiałem tak. Ale Montaigne jest tu zimnym socjobiologiem:

“Albowiem jedynie te osoby budzą w nas obawę o naszą przyjemność i pragnienie szacunku z ich strony” – powiedziałbym to troszkę inaczej.

Szczerość byłaby oznaką obojętności.

 

Dusza, która nie ma utalonego celu gubi się, jak bowiem powiadają być wszędzie znaczy nie być nigdzie.

Przykład odłogu i uprawy ziemi (kiełznanie), przykład kobiety nasieniem płodnej.

“Jeśli (ducha) nie spętamy, nie zatrudnimy pewnym przedmiotem, który go spęta i okiełzna, wówczas rzuca się bezwładnie to tu to ówdzie, w szerokie pole urojeń, i nie ma szaleństwa i niedorzeczności, której by nie zpłodził w czasie tego wzruszenia”. – do rodziału o niemożności

 

Nauka, to szlachetne zajęcie szukania prawdy podług sprawdzalnych prawidłowości  jest zbiorem wypróbowanych przepisów.

 

„to raczej przyzwyczajenie niż wiedza nasza odejmuje im (rzeczom, zbiegom itp.) cudowność”

 

“Cóż to jest wolność sumienia? – to dogmat diabelski” protestancki poeta Teodor de Beze.

 

..wola jego przemieniała się w inteligencję..(Kyo)

 

Znam ją tylko w tym sensie że kocham (poza tym wcale).

 

Ferral lubił zwierzęta jak każdy, kto z przerostu dumy nie może przystosować się do ludzi

 

Żaden mężczyzna nie może mówić o kobietach mój drogi, bo żaden nie rozumie, że za każdym razem nowy róż, suknia, nowy kochanek podsuwa jej nową duszę.

 

Kto odwołuje się do umysłu szuka rekompensaty. Poznanie jakiejś istoty jest uczuciem negatywnym; uczucie pozytywne, rzeczywistość – to niepokój, że zawsze człowiek jest obcy temu, co kocha.

 

Ciągła  żądza odnawiania – posiądze siebie za pośrednictwem oczu kochanki

 

Cierpienie jego było niezależne od niego jak wina dziecka, nie był za nie odpowiedzialny, mogło go zniszczyć ale nie przeobrazić.

 

Pierwsza stacja pomiędzy. Dwie pozycje. 

 

            Te dwie pozycje to: „Melancholia. O tych co nigdy nie odnajdą straty” Marka Bieńczyka oraz „Oczy Durera. O melancholii romantycznej” tegoż autora.

 

            Melancholia jest zamknięciem się w cytacie, krążeniem po kole, patrzeniem spod ronda opuszczonego na oczy kapelusza, podróżą włóczykija z Doliny Muminków. Ten wstęp, by sobie samemu przypomnieć o tkwieniu w cytacie, wszystko jedno czy własnym czy cudzym, jest popołudniowym interludium, kończącym sjestę, zapowiadającym energię wieczoru. Zamknijmy się zatem w cytacie cudzym i własnym.

 

            „Cytat jest przejawem istnienia pomiędzy, jak jeden z podstawowych stanów melancholijnych, który Kierkegaard nazwał alternatywą - trwaniem w szczelinie między rozpaczą nie bycia innym i niemożnością bycia sobą.”

 

            „Pseudonim i cytat obrysowuje pośredni stan istnienia, między ja i światem, w przestrzeni niezidentyfikowanej, na kruchej granicy między obecnością i dezercją.”

 

            „Sposobem istnienia jest (…) palimpsest: dopisywanie się do istnienia już        istniejącego, do tekstu już powstałego, wpisywanie się w niego, w jego wnętrze, czy z     boku, na margines.”

 

            „Jest tylko teatralne rozmnożenie masek, przybrań, alter ego w miejscu i w miejsce     utraty, wielorodność, w której znaleźć swoje imię to zobaczyć i przywłaszczyć byt      oraz słowa „innych jeszcze”. 

 

            W naszym pomiędzy cytat jest metacytatem, cytatem o cytacie, okrążaniem koła, przemieszczaniem się w jadącym pociągu. W naszym pomiędzy melancholia szuka wspólnoty w analizie, nie w komunie nieświadomości i archetypów. Gorączkowe próby znalezienia biletu na tą podróż pomiędzy, obszukiwanie kieszeni i podręcznego bagażu, przychodzą i odchodzą w interwałach wystukiwanych monotonną szyną i wirującym kołem, miarą pulsu, drgającą powieką. Biletu, na którym widnieje miejsce, które opuściliśmy, stacje pośrednie oraz nasze place of destination.

 

                Mallarme w „Rzucie kością”: „Nic (…) nie będzie miało miejsca (…) oprócz              miejsca”.

 

            Świadomie możemy to miejsce kultywować jako pustkę. Pustka czeka na wypełnienie, pustka przyciąga, wciąga, zasysa.  Pustka może być magicznym miejscem umarłego miasta. Nad brzegiem pustki, na schodkach przy pustym placu pustki, na stopniach stojącego w środku placu pustki pustego cokołu, na którym nie ma już pomnika treści, wiary ani powinności, stawiamy oto spiżowy pomnik czystą swoją wolą pamięci i czystą swoją potencjalnością.
W takie miejsca wraca zawsze nasz sentyment…

 

            Definicja nieokreśloności Zygmunta Krasińskiego: „Nieokreśloność oznacza dwie       rzeczy: albo brak związku między uczuciami, których dusza doznaje, albo też rzeczy        mocne i pewne, które miały miejsce, które przyszły, które weszły do samej głębi, które przeniknęły aż do szpiku kości, lecz które nigdy całkowicie z ust nie wyszły,       które na wpół tylko dają się wyrazić, które przez to samo wreszcie, że nigdy z duszy  nie wyjdą całkowicie, rzucają na wszystko, na najmniejsze szczegóły, coś smutnego i nieukojonego.”

 

            Nieokreśloność może też chyba dotyczyć rzeczy mocnych i pewnych, które miały miejsce, które przyszły, które weszły do samej głębi, które przeniknęły aż do szpiku kości i które całkowicie z ust, oczu i uszu a także wszelkich innych otworów i porów na ciele wyszły bezpowrotnie, tak, że zostało miejsce, głęboka studnia, do której wpadając, każdy jasny promień słońca niesie ze sobą coś smutnego i nieukojonego.

 

            Pisze Marek Bieńczyk: „Niczym szaman kontemplujący własne ciało, melancholik       stawać się może (…) mistykiem immanencji, kiedy to trans przychodzi nie z określonego pragnienia transgresji, lecz z pragnienia nieokreślonego, z upojenia           własną skończonością”.

 

            „Chodzi więc o perwersję woli, która pragnie obiektu swego pożądania, lecz nie drogi  doń wiodącej”.

 

            Bywa też, że pragnie się właśnie drogi prowadzącej do obiektu podążania, ciągłego zbliżenia, budowania, rozwoju. Nie można stwierdzić, że w tym układzie obiektu się nie pragnie, jednak po pokonaniu ostatniego stopnia, na stacji docelowej - ten obiekt znika, i nie wiadomo czy nigdy go tam nie było, czy wyczerpał się doszczętnie w chwili, gdy nie można się było do niego zbliżyć już bardziej.

 

Wyjść może to niestety na jedno - nie pragnie się drogi, bo jest ciężka. A tylko jej trudy gwarantują, że ciągle pozostaniemy w drodze, doceniając ciepło domu po niewygodach podróży.  

Karol Wojtyła w „Miłości i odpowiedzialności”: „Resentyment polegał na błędnym, wypaczonym stosunku do wartości. Jest to brak obiektywizmu w ocenie i wartościowaniu,      a źródła jego leżą w słabości woli. Chodzi o to, że wyższa wartość domaga się większego wysiłku, woli, jeśli chcemy ją osiągnąć lub zrealizować. Aby więc subiektywnie zwolnić się od tego wysiłku, aby przed samym sobą usprawiedliwić brak takiej wartości, pomniejszamy jej znaczenie, odmawiamy jej tego, co w rzeczywistości jej przysługuje, widzimy w niej wręcz jakieś zło, choć obiektywizm zobowiązuje do uznania dobra. Resentyment posiada, jak widać, znamienne cechy tej kardynalnej wady, jaką jest lenistwo. Św. Tomasz określa lenistwo (acedia) jako » smutek płynący stąd, że dobro, jest trudne «”[1].

Wolność może zagubić się w tym smutku.  „Z kącików uśmiechów można obliczyć rozpiętość wolności” (S. J. Lec). Być może, jak podaje Eklezjasta, "mądrość która cierpień przysparza"[2] przysparza tylko cierpień „subiektywnych” gdy nie stać nas na pożytkowanie mądrości a czujemy jej ciężar (?). Być może, stosunek „Wolności Prawdziwej” do tej zwykłej wolności (który ukazuje wyżej J. Woleński) można porównać do stosunku miłości Bożej, miłości Ewangelicznej, do tej naszej, zwykłej, ludzkiej (?).



[1] K. Wojtyła, Miłość i odpowiedzialność, publikacja dostępna m.in. na stronie internetowej: http://www.nonpossumus.pl/biblioteka/karol_wojtyla/milosc_i_odpowiedzialnosc/

[2] „Bo w wielkiej mądrości - wiele utrapienia, a kto przysparza wiedzy - przysparza i cierpień” (Koh 1,18). 

 

 

            „Acedia polega w swej smutnej istocie na bojaźliwej i przepastnej ucieczce przed daną złowiekowi możliwością miłości, przed zadaniem stanięcia twarzą do Boga: ucieczce przed dobrem”.

 

 Teatr i kino

 

            Na następnej stacji dosiadło się kilka indywiduów, w tym nawet jeden ksiądz i jedno coś takiego, co przypominało gigantycznie przerośniętego chomika.

 

            - Teatr jest miejscem w którym pokazuje się ludziom jakimi mogliby być…,    jakimi chcieliby być…,i jakimi są, wyrzekła z emfazą Emma  (która zawsze         zamiatała scenę tylko w jedną stronę, przynajmniej od śmierci Świętej             Pamięci           inspicjenta Filifionki) („Lato Muminków, Tove Jansson)

 

Facio w okularkach i prawdziwą jasnością widzenia uśmiechnął się..

 

            „- Nie wiemy czy jest jakaś zewnętrzna instancja która nadaje sens życiu.

            Być może, jak wynika z „Przypadku”, nie ma dobrego wyjścia.

            Kieślowski zdążył w kinie przezwyciężyć swój pesymizm.

            Kino służyło mu do stwarzania poczucia sensu, było poszukiwaniem punktu widzenia,             z którego życie miałoby sens.

            Choć warsztat filmowy miał opanowany do perfekcji, spektakl, ani w ogóle sztuka, nie           były jego celem. Wszystko, co robił, stanowiło część drogi, którą trudno nazwać          inaczej jak drogą duchowego doskonalenia, poszerzania świadomości. Swojej i naszej,       na równi.”

            (Tadeusz Sobolewski w tekście „Jasność widzenia” (Gazeta Wyborcza, wtorek    13        marca 2001) roku omawia książkę Anette Insdorf         „Podwójne życie, podwójne szanse”)

 

Tu włączył się Marat.

 

            - Tworzenia świata filmu może być podobne do celebrowania religii bez                      wiary.... Tak jak w życiu nie jest nam potrzebna wiara w osobowego boga czy też w          ogóle w jakieś fakty noszące wymiar dogmatów religijnych… Potrzebna jest jednak ufność w moc kształtowania świata, wprowadzania w niego praktycznym        rozumem parareligijnych form - tak, że w końcu stwarzamy Boga i wszelkie jego           imponderabilia.

 

Ksiądz, chyba nawet biskup, poprawił perukę.

 

            - „Idee są same w sobie absolutnie bierne, jedna idea nie wywołuje innej ani niczego   innego nie wytwarza. Autentyczna aktywność i działanie przyczynowe przysługuje    jedynie umysłom i woli”.

            (był to George Berkeley)

 

Osiłek z szerokimi barami, który do tej pory wstał w przejściu i nie wydawał się zainteresowany naszą kulturalną dyskusją wycedził:

 

            - „Rzeczy są takie, jakie są, ponieważ jest lepiej, gdy są takie” (Plato)

 

Starszy Pan spojrzał na barczystego z zaciekawieniem.

 

            - Hmm..., można to interpretować tak, że wartość jest sama w sobie stwórcza, bądź   tak, że znaczy to, że jakaś inteligentna osoba widzi, co byłoby lepsze, wybiera to i            powoduje, że to coś powstaje…Nazywam się John L. Mackie, miło mi państwa         poznać, może ktoś z państwa chciałby porozmawiać o Bogu?

 

            - Można to też odnieść po prostu do naszych rozumowań indukcyjnych, że skoro       zawsze gdzieś dojeżdżałem to teraz na pewno też gdzieś dojadę…- stwierdził

            nieśmiało Marat - ale nikt nie podjął tego wątku. Wątku Boga też nikt nie podjął.

 

Zapadło dłuższe milczenie.

 

Wagon zadrżał na spojeniu szyn, przez kilkaset metrów nie było sensu prowadzić kulturalnej dyskusji, hałas był zbyt duży. Pociąg stanął. Ku drzwiom ruszył brodaty poeta w średnim wieku, na odchodnym rzucił:

            - Skoro w zewnętrznym, realnym świecie nie potrafię zmienić ani anulować żadnego z             wszechobecnych praw przemijania, rozkładu, cierpienia, śmierci - skoro, inaczej         mówiąc, nie jestem w stanie pokonać Nicości czyhającej w każdym atomie tego świata      - jedynym wyjściem pozostaje stworzyć osobny świat (…) Świat, w którym upływ     czasu da się magicznie wstrzymać”. (Stanisław Barańczak)

 

Zapadła całkowita cisza. Czas płynął.

Marat przymknął powieki, zbladł, wyglądał jakby umarł. Był gdzie indziej.

 

Siedząca naprzeciw pani, młoda, ale jakby stara, topiła dotąd oczy w szybie. Teraz jakby zauważyła towarzyszy podróży - w odbiciu.

Powiedziała:

 

            - …środkiem zaradczym jest posłużenie się samą utratą jako czymś pośredniczącym w           osiągnięciu rzeczywistości. Obecność zmarłego jest obecnością w wyobraźni, ale jego      nieobecność jest nader rzeczywista; jest to zatem jego sposób pojawiania się.”

            (Simone Weil)

 

Ciche słowa poniosły się po wagonie zadziwiająco daleko. A echo szeptało:

 

            Wnosi to różnicę w świat za sprawą nieobecności, a świat taki jest bogatszy jednak    niźli taki, w którym nieobecności nie ma. (Peter Winch)

 

            Wiara w rzeczywiste istnienie zmarłego nie musi pociągać za sobą próby wypełnienia tej pustki przeświadczeniem, że ten, o kim sądzi się, że zmarł, nadal żyje.

            (D. Z. Phillips, Religion without Explanation)

 

            - Wydaje się, że filmowa fikcja może być także „nieobecnością” w tym sensie - Marat            się ocknął.

 

 

            - Aha, i jeszcze jedno (rzucił przystojniak po sześćdziesiątce z końca wagonu): Bóg    jest, nawet jeśli go nie ma (Emil Cioran)

 

 

John L. Mackie pokiwał głową z dobrodusznym, aczkolwiek trochę ironicznym, uśmiechem.

 

Stacja na Sutton Island  

 

            Przemknęło się niepostrzeżenie to cale zdarzenie jak zagubione ogniwo Darwina którego dar wina już nie obłaskawi zmęczenie materiału Tak jakby w moście Nad Styksem           pękło przęsło

Tego co było znów ubyło przybyło nad brzegiem niepamięci    Trzeba dalej O kulach wolnej woli Wąchać zgniłe mięso

Umysł głodny rannej gazety      Między wierszami  młoda  stara

Pani Krząta się koło ciebie stroskana mówi :    -Może gdzieś wyjedziemy ?

-Gdzie ? , pytam

            -Tam gdzie rosną poziomki , pamiętasz ?

 

Ko - cha - nie.

 

Wystukał melodyjnie pociąg zanim się zatrzymał.

 

Se - ma - for zamigotał pomarańczowo.

 

 

Zacytujemy teraz ostatnie wersy wiersza „ Płynąc na Sutton Island” Stanisława Barańczaka z tomiku „Chirurgiczna precyzja”.

 

            z tą samą/mocą uderza mokra/bryza i to, że wszyscy się mylą: że można/

            samą siłą kochania, jak wyspę wśród morza/uchować coś przed zmianą./

 

 

Stanisław Barańczak w rozmowie z Michałem Cichym (emailem) (GW Magazyn czwartek 2 września 1999 r.) pisze:

            Gdy łódź wypływa z portu, bohatera - oprócz „mokrej bryzy” - „uderza” pewna         myśl. Otóż „uderzyć” nas w tym sensie może tylko myśl, obserwacja czy refleksja,             która jest nagła, nieoczekiwana i odsłaniająca nam coś, z czegośmy przedtem nie            zdawali sobie sprawy. Banał smutku spowodowanego refleksją przemijania nie może             przecież, dopiero teraz i to nieoczekiwanie „uderzyć”. Co więc właściwie        „uderza” w bohatera?

            Tu pojawią się Przeoczona Poszlaka Nr 2 albo Feralny Dwukropek.

            Antoni (Antoni Libera - krytyk, odczytał ten fragment utworu pesymistycznie, tak jak,     wydaje się, jednak większość czytelników - dop. Marat) odczytał go jako znak, po        którym następuje zdanie podrzędne ( a więc że wszyscy się mylą, że można coś           uchować od zmiany); dla mnie ten dwukropek wprowadza zdanie bez wątpienia             współrzędne (gdyby miało być podrzędne, musiałbym popełnić błąd językowo -         stylistyczny, jakim jest przecież piętrowa konstrukcja „że…,.że” zamiast „że…, iż).    Finał wiersza jest więc hymnem na rzecz trwania, a wszyscy się mylą właśnie że samą          siłą miłości nie można tego dokonać.

 

- Uprawia Pan rodzaj metafizycznej przekory (…) (Michał Cichy)

 

------------------

Użyte utwory:
Wikipedia

Gazeta Wyborcza, cytowany artykuł
Marek Bieńczyk "Melancholia. O tych co nigdy nie odnajdą straty"
Lost Highway (Zagubiona Autostrada) reż. David Lynch (1997), scenariusz filmu
Ingmar Bergman "Tam gdzie rosną poziomki", film
Pismo Święte, Stary Testament  

Stanisław Witkiewicz, Listy do syna
Soren Kierkegaard, passim 

Stanisław Barańczak "Płynąc na Sutton Island"

Grzegorz Musiał “Czeska Biżuteria”

Andre Malraux “Dola człowiecza” (1933)

Michał de Montaigne "Próby"

John L. Mackie "Cud teizmu"

- pomijam (w zasadzie) urwane cytaty  i źródła, które przytaczam w samym tekście

Komentarze (10)

  • ja Cię znam!

  • Woleński i Wojtyła!!!!aaaa

  • Ha, miałem sobie pogadać z Woleńskim początkiem maja 2009 r.,w Suchej, ale niestety zszedłem z Diablaka nazbyt zmasakrowany i oddałem się 2-dniowemu hazardowi (knajpka przy torach), kuzynka Boniego, narzeczony przypominający Udo Kiera (serio) (hmm)

  • I nawet nie ufo mnie zmasakrowało (polecam http://maratdakunin.salon24.pl/105764,czy-pan-wierzy-w-ufo-w-beskidzie)
    , doszło do tego, że chciałem w SB w szpitalu na górce wysępić kroplówkę

  • Aha, bo nie było, co ukazywał Woleński:

    J. Woleński dostrzega w treści encykliki schemat uświadomionej konieczności, gdzie koniecznością jest podporządkowanie się prawdzie (prawu Bożemu). Zauważa, że schemat ten prowadzi zawsze w konsekwencji do przeciwstawienia „Wolności Prawdziwej” i „wolności zwyczajnej”, także w konsekwencji - zniweczenia tej drugiej.
    Współczesnemu humaniście trudno nie zgodzić się z J. Woleńskim, że ciężko pogodzić się z założeniem, iż odrzucenie motywacji religijnej (rozumowego poznania i uznania celu w prawdzie, tutaj objawionej) przy jednoczesnym postępowaniu w sposób dokładny albo zbliżony do tego co wymaga Prawo boże, jest moralnie złe i odziera z wolności (jak zdaje się literalnie wynikać z encykliki) .
    J. Woleński, Wolność w „Veritatis splendor”, Znak 1/1994, s. 155. W rzeczy samej, postępowanie takie wydaje się egzystencjalnie nawet cenniejsze. Polska filozofia przyniosła pogłębioną refleksję nad etyką nie korzystającą z transcendentalnego uzasadnienia, ale z „oczywistości serca” (etyka niezależna T. Kotarbińskiego).

  • Co za remiks!!!Maracie :):)

    • . .
    • 02 marca 2011, 21:38:24

    Płynął i płynął, i płynął, i płynął...

    Gdyby mieć życie z oceanu. Gdyby być oceanem.

    Ocean jest tutaj. Tutaj powyżej.

  • Przydałby się jakiś św. Krzysztof, żeby przenieść na drugi brzeg, ale go skreślili z listy świętych

    • . .
    • 03 marca 2011, 13:14:29

    A nie lepiej jak Kolumb płynąć przed siebie w nadziei, że się dopłynie do Indii, ale bez wiedzy kiedy i jak?

  • rzekłeś

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się